poniedziałek, 10 stycznia 2011

FOTOrelacja z losowania :)

Dziękuję wszystkim za udział w konkursie ! :)
Przyznaję, nie spodziewałam się tak licznego odzewu, ach gdybym mogła rozdałabym 32 takie książeczki :)
Muszę szybko zorganizować nowy konkurs bym mogła uszczęśliwić kolejne osoby :)

Ale po kolei
Nie chciałam brać odpowiedzialności za ten pierwszy konkurs (a tak naprawdę oddałam frajdę  losowania swojej siostrzenicy :) )


Sierotka Marysia vel Natalka osobiście spisała Wasze nicki


uruchomiła maszynę losującą


i wylosowała....


Maya ! :)


Maya, proszę wyślij mi swój adres na kiiniia@gmail.com

:)


niedziela, 9 stycznia 2011

Annick Kayitesi - Jeszcze żyjemy

autor: Annick Kayitesi
tytuł:Jeszcze żyjemy
wydawnictwo: Muza
ilość stron: 216
ocena5 / 6


Nie jestem dobra w pisaniu recenzji. Tym bardziej nie umiem przelać na papier emocji, które mną targają  po przeczytaniu tego typu książek.
„Jeszcze żyjemy”. No tak, jeszcze.
Mam przed sobą biografię, pamiętnik Annick Kaytesi, dziewczyny z plemienia Tutsi, która otarła się o śmierć podczas ludobójstwa w Ruandzie w 1994 roku.

Pierwsze strony przybliżają nam historię Ruandy – królestwa w Afryce Środkowej zamieszkiwanego od wieków  przez trzy grupy etniczne: Twa, Hutu i Tutsi. Nacje przyjęły wspólny język kinya-ruanda, uformowały jeden wspólny naród znany z waleczności, śpiewów, tańca i wiary w jedynego dobrotliwej boga - Imany.
Co więc poróżniło te grupy i doprowadziło do nieobliczalnej w skutkach tragedii?

W XV wieku zjednoczone klany Tutsi utworzyły Królestwo Ruandy. Przedstawiciele Hutu choć piastowali wysokie stanowiska urzędnicze, byli odsunięci od życia politycznego. W 1885 w wyniku Wyścigu o Afrykę, Ruanda stała się niemiecką kolonią. Niemcy nie byli zbytnio zainteresowani, sprawowanie władzy powierzyli więc rodzimym mieszkańcom, głównie pochodzenia Tutsi. Konflikt pomiędzy nacjami przybierał na sile. Po I wojnie światowej Ruanda objęta została protektoratem Belgii, która zarządzała terytorium zgodnie z dotychczasową polityką Niemiec tym samym umacniając etniczną nienawiść.
W 1962 roku Ruanda odzyskała niepodległość. W wyniku wyborów Hutu uzyskali władzę w większości regionów.
Odsunięci od władzy Tutsi powołali Rwandyjski Front Patriotyczny, który miał im pomóc w odzyskaniu władzy. 1 października 1990 roki siły RFP zaatakowały Rwandę wywołując kilkuletnią wojnę domową. 3 lata później podpisując porozumienie z rządem Ruandy, RFP znów sprawowała władzę. Wzburzeni Hutu zapowiedzieli odwet.*

Annick Kayitesi z początku wiodła szczęśliwe dzieciństwo. Jej ojciec był lekarzem, mieli w domu wodę i światło, oznaki bogactwa, na które tylko nieliczni mogli sobie pozwolić.
Niestety okrutny los na zawsze zburzył rodzinne szczęście. Najpierw matka Annick uległa groźnemu wypadkowi. W stanie śpiączki farmakologicznej przetransportowano ją do szpitala w Belgii, w którym przebywała ponad rok. Po jej powrocie rodzina uwierzyła, że najgorsze ma za sobą. Nie zdążyli nacieszyć się szczęściem. Nana, młodsza siostra Annick nagle zachorowała. Słowa brzmiały jak wyrok  -„odma opłucna”. Gdy jeden z belgijskich szpitali postanowił przyjąć chorą, ojciec pojechał razem z nią. Po kilku miesiącach stan Nany poprawił się na tyle, by mogli wrócić do domu. W dzień powrotu w rodzinnym domu panował radosny rozgardiasz. Szczęście zmącił dźwięk telefonu. Zdarzył się wypadek, bliscy nie wrócą…
Rodzina nie zdążyła podnieść się  po tej tragedii gdy spadł na nich i na całą Ruandę śmiertelny cios. W kwietniu 1994 roku na skutek zamachu w katastrofie lotniczej zginął prezydent Ruandy. Nie udało się ustalić tożsamości sprawców, ale zamach stał się bodźcem rozpoczynającym masakrę.

Ludobójstwo trwało sto dni. Sto dni prześladowań, mordu, gwałtów. Na oczach Annick jej matkę zadźgano bagnetem. Wrzucono ją niczym worek ziemniaków na ciężarówkę pełną trupów i żywych ludzi, wiozącą ich na pewną śmierć.
Sto dni nienawiści i bestialstwa pozostawiło po sobie zbiorowe mogiły, zgwałcone dzieci i ogrom okrucieństwa, którego nie sposób opisać.

Ten post jest inny. Nie skupiłam się tylko i wyłącznie na książce, sięgnęłam do historycznych źródeł traktujących o masakrze w Ruandzie. Uruchamiając przeglądarkę i wpisując tylko jeden wyraz -„Tutsi” nie spodziewałam się, że zobaczę tyle tragedii i ludzkiego cierpienia.
Ludobójstwo które pochłonęło prawie milion ofiar, głównie kobiet i dzieci w tak krótkim czasie, stało się prawdopodobnie największą porażką ONZ w historii jej istnienia.
Dziś, mimo upływu lat mord w Ruandzie nadal wzbudza ogromne emocje. Przykładem są filmy poruszające ten temat;

filmy fabularne
  • 2004: Hotel Rwanda
  • 2005: Czasem w kwietniu
  • 2005: Shooting Dogs
  • 2007: Podać rękę diabłu
filmy dokumentalne
  • 2004: Podałem rękę diabłu
  • 2005: Pamiętnik z Kisangani  
  • 2009: Mój sąsiad, morderca
  • 2009: Dzień, w którym Bóg odszedł
*zagłębiając się w historię, przyczyny masakry, korzystałam m.in. z wikipedii oraz forum.historia.org.pl

Gdyby ktoś miał ochotę przeczytać tę książkę, zachęcam do wzięciu udziału w Candy u Bujaczka J


piątek, 7 stycznia 2011

Antonina Kozłowska - Kukułka & III wyzwanie







A jednak! Skusiłam się na to wyzwanie! Papierowy zwierzyniec


Na początku się trochę wzbraniałam. Wyzwanie bardzo ciekawe, niestety wiem, że będę ograniczona czasowo.
Ale nic nie poradzę - im mam mniej czasu - tym większe chęci na czytanie :)
Co przeczytam?
Na pewno "Rio Anaconda" W. Cejrowskiego - czekam w kolejce już 6 miesięcy. Jak pisałam na blogu u Pabla - ma chłop branie w bibliotece  ;)  (znaczy się- Cejrowski ;) )

Pozostałe 4 ?
Postanowiłam się nie deklarować. Mam ochotę pójść na żywioł. Wejść do księgarni (w okresie posuchy do biblioteki) buszować między regałami i wybrać lekturę ze zwierzęcym tyułem :)

Mam też okazję, by wreszcie sięgnąć po zalegającą na mej półce książkę "Gdzie żyją TYGRYSY".
Do wyzwania jak znalazł, ale nie ukrywam 709-stronicowe tomiszcze trochę mnie odstrasza :)

Z tym wyzwaniem machinalnie nasunęła mi się na myśl czytana w grudniu "Kukułka" - Antoniny Kozłowskiej.
Może ktoś z pozostałych uczestników wyzwania się skusi i po nią sięgnię. Ja gorąco zachęcam i polecam. Świetna.





autor: Antonina Kozłowska
tytuł: Kukułka
wydawnictwo: Otwarte
gatunek:
ilość stron: 288
ocena5.5 / 6



„Kukułka” to moje drugie spotkanie z autorką. Nad wyraz udane. Antoniną Kozłowską zainteresowałam się po przeczytaniu książki „Czerwony rower”. Kolejna powieść tylko umocniła moje odczucia. Autorka pisze rewelacyjne, mądre książki. O życiu. O miłości. Nadziei i strachu.
„Kukułka” idealnie grała na moich uczuciach. Momentami przegryzałam wargi ze zdenerwowania, miejscami w kąciku oka pojawiała się łza.

Książka opisuje losy dwóch kobiet. Dwa różne światy, inny poziom życia, inna miara szczęścia.
Iwona - zdradzona i porzucona matka dwójki dzieci. Pracuje w ciągu dnia jako woźna w szkole, popołudniami jako sprzedawczyni w osiedlowym sklepie. Żyje skromnie, starając się zapewnić dzieciom jak najlepszy byt.
Marta i Filip – ludzie sukcesu. Mają wszystko – mieszkanie na nowoczesnym osiedlu, dobrze płatną pracę, pieniądze. No prawie wszystko. Nie mają jednego – dziecka. Organizm Marty jest bezlitosny. Każda ciąża kończyła się poronieniem. Ich życie zmienia się w koszmar, ciągłą walkę, strach a później rozpacz i ból.

To właśnie dziecko jest spoiwem łączącym losy tych dwóch kobiet. Marta nie może mieć dziecka, ma jednak pieniądze, by go „kupić”.
Iwona, która nie miała problemów z zajściem i donoszeniem ciąży potrzebuje tych pieniędzy. Postanawia zostać matką zastępczą – surogatką, „wynajmując” swoje ciało jako swoisty inkubator dla zapłodnionej komórki Marty. Rola Iwony sprowadzała się do donoszenia ciąży, urodzenia dziecka i oddania go Marcie i Filipowi. Miała nie pokochać dziecka rozwijającego się w jej łonie. Tak się jednak nie stało…
Przez większość stron „Kukułki” targały mną sprzeczne emocje. Próbowałam się wczuć zarówno w sytuację Marty jak Iwony i napiszę szczerze, nie wiem po której stronie powinnam stanąć.
To niezwykle trudny i kruchy temat. A decyzja, jaka by nie była, nie uszczęśliwi dwóch kobiet. Jedna z nich odejdzie szczęśliwa tuląc do swej piersi ukochane dziecko. A druga? Pogrąży się w rozpaczy, którą trudno będzie ukoić.

I na koniec mądry cytat, który daje dużo do myślenia:
„Jest, jak jest, nie będzie lepiej, nie będzie gorzej. Oto twoje życie, takie dostałaś, innego nie będzie. Nie będzie lepsze i tylko od ciebie samej zależy, czy nie będzie gorsze”.

Ja ze swojej strony obliguję się do przeczytania wszystkich książek Antoniny Kozłowskiej. Przede mną tylko jedna książka, o bardzo wymownym tytule – „Trzy polówki jabłka”. A później? Pozostaje mi jedynie trzymać kciuki za autorkę i życzyć jej kolejnych, równie dobrych powieści.

czwartek, 6 stycznia 2011

oddam książkę w dobre ręce :)




Wszystkim, którzy zaglądają na mojego raczkującego bloga (strasznie to miłe, naprawdę :) ) chciałabym serdecznie podziękować :))

Może ktoś z Was chciałby przygarnąć taką oto skromną książeczkę?



Oddaj mi dzieci to porywająca relacja heroicznego poszukiwania prowadzonego przez Donyę al-Nahi w celu odnalezienia córki i syna, z dwojga z czwórki dzieci porwanych przez jej męża Irakijczyka. Przesycona dramatyzmem, wzruszająca, lecz także inspirująca opowieść o tym, jak determinacja i odwaga kobiety w obliczu wyjątkowo trudnych okoliczności doprowadziła do połączenia rodziny.

Co należy zrobić ?
Wystarczy w komentarzu się uśmiechnąć ->   :)


W najbliższy poniedziałek podam nick osoby, do której trafi książeczka

Pozdrawiam :) 

środa, 5 stycznia 2011

Joanne Harris - Błękitnooki chłopiec

autor: Joanne Harris
tytuł: Błękitnooki chłopiec
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
gatunek: thriller
ilość stron: 544
ocena4.5 / 6



Ostatnia strona, ostanie zdanie i moja pierwsza myśl „no nieźle”.

Błękitnooki chłopiec nie jest już chłopcem. To czterdziestodwuletni mężczyzna mieszkający wraz ze swą toksyczną mamusią w Malbry. Czym się zajmuje? Właściwie to niczym – ostatecznie udaje, że pracuje. Aktywnie uczestniczy w blogowym świecie - jak my J Z taką różnicą,  że jego wpisy nie dotyczą książek, a…. morderstw. Jego posty to (tylko?) mroczne opowiastki o morderstwach. Niby nic, gdyby nie fakt, że opisane ofiary rzeczywiście nie żyją...
Joanne Harris porównała tę książkę do kostki Rubika. Trafnie. W „ Błękitnookim chłopcu” niezrozumiałe i niejasne losy – jak w układance - powoli wskakiwały na swoje miejsce.

Teraz sobie zarzucam, że nie dałam szansy tej książce. Nie pozwoliłam jej się wciągnąć. Była niegroźna, ot mało straszne i mroczne opowiadania.  Podczytywałam ją więc po kilkanaście stron, odkładałam i sięgałam po coś innego. I to się na mnie zemściło.  Jak zawsze - otworzyłam na uprzednio skończonej stronie, zaczęłam czytać i… pogubiłam się. Nie wiedziałam - kto jest kim – czy X to Y, czy może na odwrót? W panice zaczęłam kartkować wcześniej czytane strony chcąc odnaleźć to, co umknęło. Niepotrzebnie - kolejne strony zawierały odpowiedź a ja odzyskałam wewnętrzny spokój.

Kolory. Mnóstwo tu błękitu. I w tytule i na okładce i w opisach. Czytając fragmenty pełne błękitu, łapałam się na tym, że machinalnie spoglądam w niebo.

„Jego zdaniem kolorem morderstwa jest błękit. Błękit lodu, błękit zasłony dymnej, błękit odmrożeń, martwego ciała i worków na zwłoki. To również jego kolor (…)”

„Błękit wszystko zabarwia”


Mam świadomość, że porcjowanie i dawkowanie książki wpłynęło na jej niższą ocenę. Książka godna polecenia.

niedziela, 2 stycznia 2011

Emily Craig - Tajemnice wydarte zmarłym


autor: Emily Craig
tytuł: Tajemnice wydarte zmarłym
wydawnictwo: Znak
ilość stron: 304
ocena5 / 6



Nieczęsto sięgam po literaturę faktu. Co więc skłoniło mnie do przeczytania tej książki? Trzy rzeczy:

* okładka – była pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę. Przykuła moją uwagę, zaciekawiła.
* tytuł - „Tajemnice wydarte zmarłym” zaciekawił i zaintrygował.
*opis książki – zastanowił, zachęcił do sięgnięcia po tę lekturę.
Z recenzują tej książki spotkałam się kilka razy na blogach. Jedne, pozytywne - zachęcały do przeczytania, inne – przestrzegały, że to pozycja dla ludzi o mocnych nerwach.
Mocnych nerwów to ja nie mam, jednak ciekawość wzięła górę nad słabościami.

Autorką jest Emily Craig - antropolog sądowy stanu Kentucky. Jej praca polega na badaniu kości, fragmentów kończyn, zwęglonych szczątków ludzkich w celu ustalenia przyczyny śmieci, tożsamości ofiary a i czasem – także wyglądu ofiar.
Jak sama o sobie pisze: „Praca antropologa sądowego rozbudziła we mnie pragnienie zwrócenia każdej ofierze jej nazwiska”.

Emily Craig najpierw pracowała jako rysownik medyczny w klinice ortopedycznej. Pewnego razu policja zwróciła się do niej z prośbą, by wykonała glinianą rekonstrukcję wyglądu twarzy ofiary. Zwłoki wydobyte z rzeki były w stanie zaawansowanego rozkładu, nie udało się ustalić tożsamości ofiary. Wykonanie glinianej rekonstrukcji twarzy to ostateczna  nadzieja na zidentyfikowanie zwłok.

Widok i zapach rozkładającego się ciała wywołał w Craig z jednej strony obrzydliwość, a z drugiej zainteresowanie –  możliwość zwrócenia ofierze jej tożsamości kazała się silniejsza. Dziś Emily Crag jest jednym z czołowych antropologów sądowych na świecie.  Na kartach „Tajemnic wydartych zmarłym” poznajemy opis kilkunastu śledztw, z jej udziałem, od pojedynczych morderstw, po zamach na Word Trade Center.
Dzięki niej dowiadujemy się jak wyglądała praca antropologów tuż po zamachu ma Twin Towers, jak przebiegało ustalenie tożsamości ofiar, zbieranie szczątek ludzkich.
Ze smutkiem czytałam o stanie zwłok, które trafiały do kostnicy. Najczęściej były to pojedyncze  tkanki, kości, strzępy ciała, zwęglone resztki. Kompletne zwłoki były rzadkością.
4 miesiące po zamachu znalezionych kompletnych ciał było niewiele ponad 200. Najczęściej, wszystko to, co zostało z człowieka mieściło się plastikowych torebkach o wymiarach 60cm x 60 cm, a często w jeszcze mniejszych – woreczkach służących do przechowywania żywności w zamrażalce, niewyobrażalne!

Emily Craig całe swoje prywatne życie podporządkowała pracy. Jak sama wspomina, często odwoływała randkę, wyciągała na wpół surowe mięso z piekarnika i jechała na miejsce zbrodni.
Jej osoba, pasja z jaką oddała się pracy, wzbudziła we mnie duży podziw.

Muszę pokusić się porównanie. Poniżej amerykańska wersja okładki (na górze nasze rodzime wydanie). Dwie takie same książki,  dwa różne odczucia. Wiem, nie powinno się oceniać książce po okładce, niestety to silniejsze ode mnie :) O ile okładka Znaku mnie zaintrygowała, tak ta poniżej - odepchnęła.





Wyznanie: Wyzwanie! (a nawet dwa) :)

Zapisałam się :)
Dam radę :)


1. Wyzwanie czytelnicze 2011 - Mogę więcej :)



o tu --> Wrota wyobraźni

Podjęłam się najniższego poziomu 1 - przeczytać 1-5 więcej książek niż w roku 2010.

W pierwszym odruchu chciałam się zapisać na poziom 4 (16 lub więcej książek) ale zadziałały hamulce...
2011 rok będzie dla mnie wyjątkowy, planuję skończyć studia (;)), obronić się, wyjechać do pracy za granicę i... jeszcze coś :)
Obawiam się, że nie znajdę tyle wolnego czasu, ile chciałabym poświęcić na czytanie. W 2010 roku przeczytałam 74 książki. Dam radę przeczytać 75! :)
Już od 1.01.2011 wzięłam sobie to wyzwanie do serca i... książkę do ręki :)


2. Wyzwanie: Reporterskim okiem

Czytamy reportaże i literaturę faktu




Bardzo ciekawe wyzwanie. Zgłosiłam się z kilku powodów, bo:
- Zabójcę z miasta moreli. Reportaże z Turcji - Witolda Szabłowskiego mam w planach czytelniczych już od dawna! Akurat będzie okazja by sięgnąć po tę książkę :)
- Mam ogromne braki w bibliografii R. Kapuścińskiego. To wyzwanie z pewnością je uzupełni :)

 W ramach wyzwania zdecydowałam się przeczytać te oto książki:

 Beata Pawlikowska  - Blondynka na Kubie. Na tropach prawdy i Ernesta Che Guevary

Tim Butcher - Rzeka krwi.  Podróż do pękniętego serca Afryki

Witold Szabłowski - Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji

Ryszard Kapuściński – Heban

Swietłana Aleksijewicz - Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Mariusz Szczygieł – Gottland

Wojciech Jagielski – Modlitwa o deszcz



Zachęcam do wzięcia udziału w wyzwaniach :)