Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lutego 2012

Ryszard Rychlicki - Wysprzątane miejsca


autor: Ryszard Rychlicki
tytuł: Wysprzątane miejsca
wydawnictwo: Papierowy Motyl
rok wydania: 2011
ilość stron: 166
ocena: 2 / 6


Każdy czytelnik ma wobec książki pewne wymagania. W zależności od gatunku jej lektura ma trzymać w napięciu, bawić, bądź wzruszać a czas z nią spędzony powinien należeć do udanych i przyjemnych. Co zatem gdy nie sprawdza się żadne z powyższych? Więcej, dana pozycja nudzi, nuży i usypia do tego stopnia, że ma się ochotę cisnąć nią w kąt? 

W mojej opinii takie właśnie były „Wysprzątane miejsca”. Krótki zarys treści był zapowiedzią ciekawej lektury, tym większe było więc moje rozczarowanie gdy zamiast interesującej fabuły otrzymałam mętny zlepek zdań i stron.

„Wysprzątane miejsca” przytaczają historię pewnego mężczyzny mieszkającego na stałe we Francji, w Lyonie. Kiedy jego szef postanowił otworzyć w Warszawie filię swojej firmy nasz bohater został zobligowany do wyjazdu, w stolicy Polski miał przygotować biuro i pozyskać nowych kontrahentów. Przyjazd po latach do dawnej ojczyzny stał się okazją do odwiedzenia starych przyjaciół, jeszcze z czasów dzieciństwa. Niestety szkolni koledzy ciągle byli nieuchwytni, czas upływał więc mężczyźnie na drobiazgowych oględzinach hotelu i  zacieśnianiu stosunków z recepcjonistką…

Niewielka objętościowo bo mająca raptem 166 stron książka przesiąknięta jest skrupulatnymi detalami. Sam zajmujący bez mała połowę stron książki opis wyglądu hotelu, szczegółowy i wnikliwy do przesady przyprawiał o irytację. Gdyby ktoś zapytał mnie o wrażenia z lektury, bez zająknięcia opisałabym ów hotel, od wykładzin, fakturę tapet poprzez miejsca odpadającego tynku po zepsutą spłuczkę włącznie. Wygląd hotelu, jego mankamenty i atuty to temat przewodni książki. Wprawdzie hotelarstwo nie jest mi obcą dziedziną ale zaserwowany tutaj natłok poglądów i ocen co do jakości obsługi i wyposażenia był dość męczący. 

Drugą rzeczą, skutecznie odsuwającą mnie od książki były wszędobylskie „spolszczenia”. I tu pytanie retoryczne „co autor miał na myśli”? Kompletnie nie zrozumiałam zamysłu pana Rychlickiego i jego trików nadawania obcojęzycznym słowom polskie odpowiedniki. Picca hat, koka-kola, tiszirt, lancz, notebuk to tylko kilka z „kwiatków” z niezrozumiałą dla mnie intencją. To samo tyczy się kaleczenia języka francuskiego. Nazwy ulic („ri Amedi Bąriet”) dialogi pisane fonetycznie („bą kuraż”, „że truv sa wremą ęteresą”) w moim odczuciu były kiepską formą żartu. Nie wiem, może coś mi umknęło, może nie zrozumiałam aluzji, dopóki jednak nikt nie wyprowadzi mnie z błędu, jak dla mnie „Wysprzątane miejsca” są sans rime ni raison.

Będąc szczerą, ostatnią tak słabą wg mnie pozycję czytałam z 200 książek temu. Umyślnie jednak nie odradzam lektury. Wierzę, że każda książka ma swoich zwolenników. Chętnie poznam opinię innych czytelników, być może czyjaś recenzja pozwoli spojrzeć na „Wysprzątane miejsca” bardziej łaskawym okiem? 


P.S. Jeszcze przed przystąpieniem do lektury poszukiwałam informacji o tej książce. Na portalach natrafiłam na opinię tylko jednego użytkownika, który bardzo zachwalał niniejszą pozycję. Gdy skończyłam czytać „Wysprzątane miejsca” raz jeszcze postanowiłam przeczytać tę zgoła odmienną opinię. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że ktoś zadał sobie wiele trudu, zarejestrował się specjalnie by dodać tylko tę jedną jedyną opinię… Moja będzie druga, dla równowagi.



Egzemplarz recenzencki otrzymałam od serwisu nakanapie.pl. Dziękuję!