Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia/autobiografia/pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia/autobiografia/pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Jean – Marie Gustave Le Clezio - Afrykanin

autor: Jean – Marie Gustave Le Clezio
tytuł: Afrykanin
wydawnictwo: Cyklady
rok wydania: 2008
ilość stron: 110
źródło: Z półki
ocena: 5 / 6


W Afryce byłam niejednokrotnie. Choć nigdy osobiście, zawsze jedynie na kartach książki, z tych podróży wyniosłam obraz kontynentu, w którym piękno dzikiej przyrody przysłania ogrom ludzkich tragedii, od głodu i biedy poprzez choroby cywilizacyjne i krwawe wojny. Tym razem dzięki lekturze „Afrykanin” dotarłam głębiej i poznałam wolną, jeszcze nie dotkniętą plagami i bezsilnością Afrykę.

Jean – Marie Gustave Le Clezio miał 8 lat kiedy w roku 1948 wraz z matką i starszym o rok bratem stanął na Czarnym Lądzie. Rodzina przyjechała z powojennej Francji by dołączyć do męża i ojca - lekarza, który od przeszło 20 lat pracował w Afryce. Autor doskonale pamięta towarzyszące przeprowadzce uczucia, kiedy z przytulnego babcinego domu w Nicei wkroczył w pełen swobody, wolny i na wpół dziki świat. Przemierzając boso spękaną i wyschniętą od upałów ziemię czuł, że właśnie wtedy na zawsze przekroczył granicę dzieciństwa.

„Afrykanin” to nie tylko podróż do nieznanej, wolnej od chorób, potężnej Afryki ale także wędrówka w głąb myśli i wspomnień autora. To także spojrzenie na ojca oczyma dziecka bowiem na kartach najbardziej osobistego dzieła Le Clezio próbuje zrozumieć swego rodziciela, człowieka odurzonego pięknem Czarnego Lądu, który w swej lekarskiej powinności pragnie ulżyć cierpieniom chorych. Z drugiej jednak strony ojciec sam potrzebował pomocy, odizolowany w buszu i osamotniony przez rozłąkę z najbliższymi z dnia na dzień stał się zupełnie innym człowiekiem. Ze wszystkich udręk chyba jednak najbardziej bolały zachodzące na jego oczach zmiany i widok porzuconej na pastwę wojen Afryki. I świadomość, że ten dobrze znany, wolny i beztroski świat stopniowo, kawałek po kawałku umiera.

„Afrykanin” wymagał ode mnie pełnej koncentracji. Nie sprawdził się w autobusie i w kolejce u lekarza, dopiero w zaciszu czterech ścian uchwyciłam płynące z książki pełne refleksji przemyślenia autora. Naprawdę dobra, nostalgiczna wędrówka pozwalająca odkryć chyba już na zawsze utracony obraz Afryki.

Dla przypomnienia, Jean – Marie Gustave Le Clezio jest laureatem Literackiej Nagrody Nobla 2008

niedziela, 22 lipca 2012

Anne Sebba - Ta kobieta. Wallis Simpson


autor: Anne Sebba
tytuł: Ta kobieta. Wallis Simpson
wydawnictwo: Znak
literanova
ilość stron: 448
ocena: 5 / 6

Nigdy przesadnie nie interesowałam się życiem brytyjskiej rodziny królewskiej, daleka jestem od gonitwy za sensacją kto, z kim i dlaczego? Z Wallis Simpson było jednak inaczej. Choć wiedziałam o niej niewiele, na tyle wystarczająco by zainteresowała mnie jej biografia. Kim tak naprawdę była kobieta, dla której król dobrowolnie zrzekł się tronu?

„Ta kobieta” autorstwa Anne Sebby to z pewnością dopracowana a może i najbardziej szczegółowa biografia Bessie Wallis Warfield znanej jako Wallis Simpson – ulubionej faworyty, kochanki a później żony Edwarda VIII Windsora. Na blisko 400 stronach przytoczono życie kobiety władczej poniekąd despotycznej, inteligentnej i tajemniczej. Zrezygnowała z pierwszego imienia, twierdząc, że „Bessie to dobre imię dla krów”, już jako nastolatka deklarowała, że mężczyzna, którego poślubi „będzie miał furę pieniędzy”. Ciekawe, Wallis nie była klasyczną pięknością, co więcej, cierpiała na zaburzenia różnicowania narządów płciowych zwane interseksualizmem i jak sugeruje opinia specjalisty chirurgii korekcyjnej organów płciowych „dawanie mężczyznom przyjemności seksualnej mogło być jednym z najlepszych sposobów potwierdzenia własnej kobiecości”.

Interesujące są kulisy romansu Wallis z księciem Walii i następcą tronu Edwardem VIII. Jeszcze przed poznaniem „Tej kobiety” książę nie stronił od towarzystwa kobiet, choć kochanki mu matkowały, spełniały jego dziecinne zachcianki żadnej nie zamierzał poślubić. Dopóki nie pojawiła się Wallis. Edward VIII zupełnie stracił dla niej głowę. Opinia publiczna, tym bardziej rodzina królewska od początku nie akceptowały tego związku, wszyscy mieli nadzieję, że król się opamięta i poślubi osobę godną królewskiego tytułu. Oliwy do ognia dolał kościół anglikański, który nakazał Edwardowi otrząsnąć się z miłosnego letargu. Król dokonał wyboru, w imię miłości dla „Tej kobiety” abdykował i zrzekł się tronu. Czy Edward poślubiając Wallis zdawał sobie sprawę ze skutków owego czynu? Kościół nigdy nie uznał tego małżeństwa, nikt nie życzył sobie ich wizyt na dworze królewskim, Królowa Maria, teściowa Wallis nigdy nie zgodziła się poznać osobiście swej synowej. Nie da się jednak wyprzeć faktów, rezygnując z korony i władzy, w imię miłości i osobistego szczęścia Edward VIII pozostał wierny swym ideałom.

Szczerze polecam tę pozycję. Niekoniecznie trzeba interesować się monarchią brytyjską by z zaciekawieniem zagłębić się historię kobiety, która stała się przyczyną największego skandalu w rodzinie królewskiej.  
"Nigdy nie szukałam sobie miejsca w historii, teraz jednak miałam je zapewnione - ohydne miejsce, wyrąbane przez ślepe uprzedzenia" [W. Simpson]

Podczas lektury nie opuszczały mnie domysły, jak potoczyłyby się dziś losy monarchii brytyjskiej gdyby Edward VIII nie zrzekł się tronu, który w następstwie objął jego młodszy brat Jerzy VI, ojciec Elżbiety II.


poniedziałek, 2 lipca 2012

Samia Shariff - Za zasłoną strachu


autor: Samia Shariff
tytuł: Za zasłoną strachu
wydawnictwo: Weltbild
rok wydania: 2011
ilość stron: 352
ocena:
5 / 6


„O dobry Boże, czym ja ci biedna zawiniłam, że pokarałeś mnie córką?”.

Z pewnością żadna z nas nie chciałaby usłyszeć takich słów z ust rodzonej matki. Matki, która wolałaby, by jej córka w ogóle się nie urodziła. Ale na przekór rodzinnej niechęci Samia Shariiff żyła, a jedynym uczuciem, którym obdarzono ją w dzieciństwie było odtrącenie i pogarda. 

„Za zasłoną strachu” to prawdziwa historia muzułmańskiej kobiety, Algierki, która naznaczona piętnem pochodzenia zaznała w swym życiu niewyobrażalnych okrucieństw. Wzgardzona przez rodziców, wydana brew swej woli w wieku 16 lat za mąż za tyrana i sadystę, który codziennym biciem i brutalnymi gwałtami wyładowywał na swej żonie furię i agresję. Gehenna nie skończyła się nawet wtedy, gdy Samia zaszła w ciążę. Piekło jakiego doświadczała codziennie, niegojące się rany na ciele i duszy, strach o swe nienarodzone dziecko chwytają czytelnika za serce. 

Jeśli są książki, których kobiety w ciąży nie powinny czytać to „Za zasłoną strachu” z pewnością do nich należy. Sama spodziewając się dziecka nie mogłam zapanować nad poruszeniem, które targało mną przy każdej kolejnej stronie. Bywały momenty, kiedy nie mogąc pojąć tej kulminacji cierpienia odkładałam książkę by po chwili oddechu wrócić do niej w nadziei na zmianę i odwrócenie się złego losu Samii. Musiało minąć jeszcze sporo kart opowieści pełnych zdrady, uwięzienia, prób ucieczki i walki o życie swoje i swych dzieci zanim Samia poznała smak spokoju.

Biografia Samii Shariff jest tak okrutna i wstrząsająca, że przyznaję, nieraz zastanawiałam się czy aby w całości prawdziwa. Zbyt ciężko uzmysłowić sobie ile bólu i tragedii może zaznać jedna kobieta. Mimo szczerych chęci i prób zrozumienia, chyba nie do końca potrafię pojąć bierną postawę uciśnionych muzułmańskich kobiet. Kobiet, które godzą się tkwić w piekle podejmując próbę ucieczki jeśli już to dopiero po latach udręki i nieustannych tortur.  

Choć to kolejna pozycja oscylująca wokół tematu przemocy wśród muzułmańskich kobiet warto ją poznać. Przeczytałam kilkadziesiąt podobnych historii ale „Za zasłoną strachu” wstrząsnęło mną do głębi. Upłynie jednak trochę czasu zanim sięgnę po kontynuację – „Pohańbione”. Jak zdążyłam wyczytać, w tej pozycji przytoczone zostaną tragiczne losy innych kobiet, którym Samia Shariff spróbuje nieść pomoc. Nie mniej takich emocji jak na razie wystarczy.

czwartek, 21 lipca 2011

Dorota Katende - Dom na Zanzibarze

Dawno, dawno temu napisałam recenzję... Jest wszędzie, tylko nie na blogu. Pozwolicie, że sobie i tu ją zamieszczę.
Miałam problem z zaszeregowaniem jej do odpowiedniej kategorii. W wielu księgarniach klasyfikowana jest jako literatura faktu - reportaż, moim zdaniem niesłusznie. Biorąc przykład z księgarń Selkar i Gandalf umieszczam ją w kategorii biografie/... Tak, tu będzie dla niej odpowiednie miejsce.

Wydawnictwo Otwarte wznowiło tę pozycję. Od lipca można nabyć takie wydanie Domu na Zanzibarze. Moim zdaniem starsze wydanie jest o niebo ładniejsze (zachwyty w ostatnim akapicie recenzji ;) ). Przy wahających się cenach 31.49-34.90 zł natknęłam się na niezastąpionego Dedalusa z Domem na Zanzibarze za jedyne 10 zł :)

autor: Dorota Katende
tytuł: Dom na Zanzibarze
wydawnictwo: Otwarte 
rok wydania: 2009
ilość stron: 288
ocena: 3.5 / 6


Będąc w księgarni, moją uwagę przykuła okładka pewnej książki. Kremowy dom przed nim ogródek, w nim różowe kwiaty, wszystko to otoczone palmami. Tą książką był „Dom na Zanzibarze” Doroty Katende. Już sam tytuł intrygował. Zanzibar. 

Generalnie chętnie sięgam po książki związane z Afryką, zarówno te opisujące losy kobiet afrykańskich jak i te stricte przyrodnicze. O Zanzibarze wiedziałam niewiele. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że był to pierwszy kraj, w którym wprowadzono kolorową telewizję, a także, że tutaj urodził się Freedie Merkury, znany wszystkim wokalista legendarnego zespołu Queen. Mając okazję poznać nowy kraj, jego kulturę i tradycję nie zastanawiałam się długo. Z książką w ręce ustawiłam się w kolejce do kasy. Po powrocie do domu, rozsiadłam się wygodnie w ulubionym fotelu i wraz z autorką rozpoczęłam wędrówkę ku Afryce.

Dorota Katende zaczęła swą powieść od stwierdzenia, iż miłość do Afryki rozpoczęła się z momentem przeczytania książki „Pożegnanie z Afryką”. Machinalnie się uśmiechnęłam bowiem książka Karen Blixen jest jedną z mych ulubionych. Z wypiekami na twarzy śledziłam losy autorki i razem z nią zachwycałam się otaczającą przyrodą. Rozumiałam więc fascynację Doroty Katende. Ale co do stwierdzenia autorki mam pewne obiekcje – „zrozumiałam, że niektórzy rodzą się z Afryką w sercu. Ale należą do tego gatunku tylko ci, którzy sami z bezgranicznym zdumieniem odkrywają pewnego dnia, że to odpowiedź na ich ból, codzienną udrękę i wszystkie niespełnione nadzieje” *. No cóż, śmiem twierdzić, że gdyby w ręce autorki znalazła się książka „Moje Indie”- Jarosława Kreta, czy też „Gringo wśród dzikich plemion” Wojciecha Cejrowskiego, Dorota Katende pokochałaby inny kontynent… Ale trzymajmy się wersji, że to właśnie Afryka zamieszkała w jej sercu.

Autorka w myśl przysłowia „marzenia są po to, aby je spełniać” zostawia trójkę dzieci pod opieką męża i swej koleżanki, by wyruszyć w trzytygodniową podróż do Kenii.
Kenia jak Kenia, niby Afryka, jednak nie ta bliska sercu. Pani Dorota Afryki nie poznała, nie zrozumiała i nie przeżyła. Niespełna rok później kolejny raz stanęła na afrykańskiej ziemi.
I chociaż tak usilnie pragnęła tej podróży, na miejscu ogarnął ją stres. Nagle zaczęła się bać każdego dnia, zastanawiając się przy tym co będzie z jej dziećmi, gdy nagle coś jej się stanie. Szkoda, że Pani Katende nie zastanowiła się nad tym wcześniej, zostawiając dzieci, w tym jedno trzyletnie, a sama zafundowała sobie miesięczną wycieczkę do Kenii. Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się, by postawa autora tak mnie drażniła. Kolejne strony książki tylko wzmogły mą irytację. No ale cóż, skoro Pani Dorota sama stwierdziła „chcę poznać Afrykę za wszelką cenę” **, jednak nie mam prawa potępiać jej życiowych wyborów. Idźmy dalej. Kolejne strony książki opisują dalsze perypetie autorki. Rozpisuje się o dwóch nieudanych małżeństwach, problemach finansowych (które jak widać nie stanowiły przeszkody przed zafundowaniem sobie miesięcznych podróży do afrykańskich krajów). Po wszelakich kryzysach nastały lepsze czasy i w konsekwencji częstsze wyjazdy do Afryki. Podczas jednej z podróży autorka postanowiła zwiedzić Zanzibar, o którym wiele słyszała, a jeszcze nie miała okazji zwiedzić. Gdy dotarła na wyspę, poczuła, że jest to jej miejsce na ziemi. Miejsce, o którym tak marzyła i długo poszukiwała. Razem z koleżanką kupiła działkę na Zanzibarze i przystąpiła do budowy domu, by rozpocząć nowe, szczęśliwsze życie.

Sama historia autorki warta jest poznania. Jej losy mogą stać się przykładem dla wielu kobiet. Dorota Katende mając na koncie nieudane związki uczuciowe i liczne niepowodzenia zawodowe, odnalazła w sobie tyle determinacji i odwagi, by rozpocząć nowe życie. Ta książka jest dowodem na to, że marzenia mogą się spełnić. Warto więc dążyć do ich realizacji.
Jestem oczarowana oprawą graficzną książki. Kartki stylizowane na stary pamiętnik idealnie kontrastują z błękitem oceanu i zielenią palm umieszczonych na fotografiach. Oglądając liczne ilustracje i czytając opisy przyrody, marzyłam by z pełnego wrzawy
i zgiełku miasta choć na chwilę znaleźć się na afrykańskiej ziemi. Siedząc pod daktylową palmą i wpatrując się w bezkres oceanu popijałabym sok ze świeżo wyciśniętych owoców mango. Tak, to byłby mój raj na ziemi.

* D. Katende; „Dom na Zanzibarze” str. 12
** Tamże, s. 28
B
** Tamże, s.

sobota, 25 czerwca 2011

Jean Sasson. Nadżwa Bin Laden. Omar Bin Laden - Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy Bin Ladena.

autor: Jean Sasson. Nadżwa Bin Laden. Omar Bin Laden.
tytuł: Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy Bin Ladena
wydawnictwo: Znak literanova
rok wydania: 2011
ilość stron: 456
ocena: 5 / 6




Gdy w zapowiedziach wydawniczych ujrzałam „Musiałam odejść. Wspomnienia żony i syna Osamy Bin Ladena” z miejsca zapragnęłam przeczytać tę książkę. Powodów było kilka. Z autorką, Jean Sasson spotkałam się w ubiegłym roku za sprawą lektury „Księżniczka”. Rewelacyjna powieść z miejsca podbiła moje serce, pełna uznania przyrzekłam sobie, iż z pewnością nie będzie to nasze ostatnie spotkanie. Drugim kluczowym powodem, który wzmagał chęć przeczytania był sam wątek stanowiący obietnicę nad wyraz interesującej treści.
Nie przesadzę twierdząc, że Osama Bin Laden był ważną postacią. Dla jednych był mentorem, gloryfikowanym przywódcą, dla większości znienawidzonym, okrutnym i bezwzględnym terrorystą.

Napisano o nim wiele, zwłaszcza teraz, w obliczu stracenia przywódcy Al- Kaidy wciąż wiele się pisze. „Musiałam odejść” jest jednak szczególna, to pierwsza książka przedstawiająca życie Bin Ladena od wewnątrz, napisana przy współpracy jego najbliższych, pierwszej żony Nadżwy i czwartego syna Omara.  Dzięki nim na jaw wychodzą sekrety i tajemnice najgroźniejszego terrorysty na świecie. Nikt nie rodzi się zły z natury. Co więc sprawiło, że ten człowiek obrał taką, nie inną drogę? Że sensem jego życia stał się dżihad - święta wojna i zniszczenie Ameryki? Choć lektura przyniosła odpowiedzi na postawione pytania, wciąż nie mogę a może i nie chcę zrozumieć – dlaczego?... Próbowałam do tej książki podejść bez uprzedzeń, nie udało się. Książka umiejętnie grała na mych emocjach, wywołując  na przemian salwy zdumienia, rozgoryczenia i awersji.

Na kartach „Musiałam odejść” żona i syn wprowadzają nas w sekretne, prywatne życie Bin Ladenów. Nadżwa Ganen miała 15 lat gdy została żoną swego kuzyna, Osamy. Nieustannie podkreślała, że poza więzami krwi połączyła ich wielka miłość.  Nastoletni Osama był spokojny i opanowany, dumny lecz nie arogancki. Mimo młodego wieku miał jasno wykreowane konserwatywne poglądy. Nadżwa jednak się nie wahała, wiedziała że chce spędzić z nim życie. Dla Osamy opuściła rodzinną Syrię i zamieszkała w kraju męża, w Arabii Saudyjskiej. Na świat zaczęły przychodzić kolejne dzieci i wydawać by się mogło, że rodzina ma szansę wieść beztroskie, szczęśliwe życie. Tak się jednak nie stało. Osamę całkowicie pochłonęła działalność polityczna, pragnął skupić muzułmanów chcących walczyć o utworzenie idealnego świata opartego na zasadach islamu. Tak powstała Al – Kaida. Starcia i konflikty towarzyszące organizacji były zalążkiem horroru dla żon i dzieci terrorysty.

Nadżwa odsłania kulisy życia z Osamą. Urodziła mu jedenaścioro dzieci, dzieliła się mężem z innymi żonami i podążając za nim zamieniła piękną willę w Arabii Saudyjskiej na szałas w górach Tora Bora w Afganistanie. Opuściła męża między 7 a 9 września 2001 roku, na kilka dni przed tragicznym zamachem na World Trade Center. Kobieca intuicja? A może doskonale zdawała sobie sprawę co się wydarzy?
Omar Bin Laden czwarty syn Nadżwy i Osamy opowiada o trudnym dzieciństwie i relacjach z despotycznym ojcem. I co trzeba mu oddać, otwarcie przyznał się do początkowej fascynacji działalnością  Osamy. Gdy  rozgłośnie radiowe donosiły o zamachu bombowym  na ambasady Stanów Zjednoczonych w Tanzanii, Omar radował się razem z współtowarzyszami broni. Na szczęście zrozumiał, jakiego okrucieństwa dopuszcza się jego ojciec, który ma na rękach krew tysięcy ludzi. 

„- Ojcze! Kiedy zakończysz tę wojnę?
- Omarze! Czemu ciągle o to pytasz? To tak, jakbyś pytał muzułmanina kiedy przestanie się modlić do Boga. Będę walczył do ostatnich chwil! Do ostatniego tchu! Nigdy nie przestanę walczyć o sprawiedliwość! Nigdy nie zakończę świętej wojny!”

Omar zdecydował się pójść inną drogą: „Nie jestem do niego podobny. Podczas gdy on modli się o wojnę, ja błagam Boga o pokój. Nasze drogi się rozeszły, ponieważ wyznajemy inne wartości. On wybrał walkę, a ja życie w spokoju. W końcu jestem samodzielnym człowiekiem, odpowiedzialnym za własny los. I to mi wystarczy.”

Ani Nadżwa ani Omar nie znali dalszych losów rodziny, innych żon, dzieci i rodzeństwa. Zakładali jedynie, że większość rodziny, żyła w Pakistanie u boku Osamy bin Ladena. Książka urywa się w 2009 roku, życie dopisało dalszy scenariusz, może będzie nam dane poznać nowe losy rodziny Bin Laden.
„Musiałam odejść” to meritum prawdy o życiu Osamy Bin Ladena. Ale czy całej i tylko prawdy? Nie mnie to oceniać...

? (Jak podawały media, w 2010 roku Omar Bin Laden został przyjęty do katarskiej kliniki psychiatrycznej z rozpoznaniem psychozy afektywnej...)



czwartek, 24 lutego 2011

Daniel Costelle - Eva Braun: Intymność z Hitlerem

autor: Daniel Costelle
tytuł: Eva Braun: Intymność z Hitlerem
wydawnictwo: Klub Dla Ciebie
rok wydania: 2008
ilość stron: 188
ocena: 5 / 6


Gdybym miała wskazać jeden motyw, który zachęcił mnie do kupna owej książki, z pewnością byłaby to cena. Nigdy przesadnie nie interesowałam się historią Adolfa Hitlera a tym bardziej jego kochanką a później żoną - Evą Braun, ale gdy mym oczom ukazała się cena w kwocie trzech złotych dziewięćdziesięciu groszy za ładnie wydany album w twardej oprawie, bez zastanowienia dokonałam zakupu. Było to najlepiej wydane 3.90 w mym 25 letnim życiu.

Tych, którzy oczekują wyczerpujących faktów z życia i związku  Evy z Hitlerem, pragnę ostrzec – zawiedziecie się. Bo to nie jest książka historyczna, to raczej bogato ilustrowany album, opatrzony krótkim tekstem. Ale zdjęcia- istny majstersztyk! 400 fotografii, w większości publikowanych po raz pierwszy pochodzących z prywatnych albumów panny Braun. Ponadto zamieszczono tu kadry z jej amatorskich filmów  ukazujących Hitlera normalnych codziennych sytuacjach…

Na pewno wiedzieliście o austriackim pochodzeniu Hitlera. A czy wiedzieliście, że miał bardzo słaby wzrok, nie rozstawał się z lupą i nosił okulary ? Nie pokazywał się w nich publicznie, wszak „nadczłowiek nie nosi okularów”. Jedynie zdjęcia z albumów Evy ukazują ów mankament.
„Prekursor ekologii – zanim jeszcze zburzył połowę świata i zabił miliony niewinnych – Hitler, który nie pali i nie jada mięsa bardzo przejmuje się naturą i zdrowiem.” Za domem kazał wybudować szklarnię, w której to uprawiał ekologiczne warzywa, zanim w ogóle wymyślono ów termin…
Ojciec Aloes Hitler był okrutnym alkoholikiem, matka Adolfa – Klara Hitler była jego trzecią żoną, o dziwo, wesoła, spokojna, pełna uczuć dla swego syna. Ponoć była jedyną kobietą, którą tak naprawdę Adolf kochał. 

 A co z miłością do innych kobiet i wreszcie do samej Evy?Warto tu wspomnieć losy Angeliki Raubal przyrodniej siostrzenicy Hitlera, którą ten kat obdarzył miłością – gwałtowną, zaborczą i de facto zabójczą. Hitler nie chciał się z nią ożenić ale tym samym nie pozwalał jej poślubić nikogo innego. Psychicznie wyniszczona dziewczyna w wieku 23 lat popełniła samobójstwo.
A Eva? Sekretarka Heinricha Hoffmanna – fotografa Hitlera poznała Adolfa gdy miała 17 lat. 3 lata później została jego kochanką. Czy była szczęśliwa? Dwie próby samobójcze mówią same za siebie…
Nie będę rozwodzić się nad jej bystrością i sumieniem. Gdy ginęły miliony istnień ona pakuje swe ciuszki, szmatki, fatałaszki i wystrojona w najnowszy, najmodniejszy beżowy płaszcz, hit lata 1940 (że Louis Vuitton by się nie powstydził) i leci na wakacje do Włoch….


Albumy Evy Braun sygnowane są monogramem "EB", który przybiera formę czterolistej koniczyny. Był to jej szczęśliwy znak...

„Historia Evy Braun jest pasjonująca jak bajka o Pięknej i Bestii. Jeśli Piękna kocha Bestię, to dlatego, że ma ona swój urok. Tyle tylko, że jest to najgorsza z bestii i młode dziewczyny zawsze powinny się ich wystrzegać. Czy Eva Braun wiedziała? Czy może wolała nie znać prawdy?”

Cóż, rozgryzając ampułkę cyjanku odpowiedzi na powyższe pytania zabrała z sobą do grobu…

niedziela, 9 stycznia 2011

Annick Kayitesi - Jeszcze żyjemy

autor: Annick Kayitesi
tytuł:Jeszcze żyjemy
wydawnictwo: Muza
ilość stron: 216
ocena: 5 / 6


Nie jestem dobra w pisaniu recenzji. Tym bardziej nie umiem przelać na papier emocji, które mną targają  po przeczytaniu tego typu książek.
„Jeszcze żyjemy”. No tak, jeszcze.
Mam przed sobą biografię, pamiętnik Annick Kaytesi, dziewczyny z plemienia Tutsi, która otarła się o śmierć podczas ludobójstwa w Ruandzie w 1994 roku.

Pierwsze strony przybliżają nam historię Ruandy – królestwa w Afryce Środkowej zamieszkiwanego od wieków  przez trzy grupy etniczne: Twa, Hutu i Tutsi. Nacje przyjęły wspólny język kinya-ruanda, uformowały jeden wspólny naród znany z waleczności, śpiewów, tańca i wiary w jedynego dobrotliwej boga - Imany.
Co więc poróżniło te grupy i doprowadziło do nieobliczalnej w skutkach tragedii?

W XV wieku zjednoczone klany Tutsi utworzyły Królestwo Ruandy. Przedstawiciele Hutu choć piastowali wysokie stanowiska urzędnicze, byli odsunięci od życia politycznego. W 1885 w wyniku Wyścigu o Afrykę, Ruanda stała się niemiecką kolonią. Niemcy nie byli zbytnio zainteresowani, sprawowanie władzy powierzyli więc rodzimym mieszkańcom, głównie pochodzenia Tutsi. Konflikt pomiędzy nacjami przybierał na sile. Po I wojnie światowej Ruanda objęta została protektoratem Belgii, która zarządzała terytorium zgodnie z dotychczasową polityką Niemiec tym samym umacniając etniczną nienawiść.
W 1962 roku Ruanda odzyskała niepodległość. W wyniku wyborów Hutu uzyskali władzę w większości regionów.
Odsunięci od władzy Tutsi powołali Rwandyjski Front Patriotyczny, który miał im pomóc w odzyskaniu władzy. 1 października 1990 roki siły RFP zaatakowały Rwandę wywołując kilkuletnią wojnę domową. 3 lata później podpisując porozumienie z rządem Ruandy, RFP znów sprawowała władzę. Wzburzeni Hutu zapowiedzieli odwet.*

Annick Kayitesi z początku wiodła szczęśliwe dzieciństwo. Jej ojciec był lekarzem, mieli w domu wodę i światło, oznaki bogactwa, na które tylko nieliczni mogli sobie pozwolić.
Niestety okrutny los na zawsze zburzył rodzinne szczęście. Najpierw matka Annick uległa groźnemu wypadkowi. W stanie śpiączki farmakologicznej przetransportowano ją do szpitala w Belgii, w którym przebywała ponad rok. Po jej powrocie rodzina uwierzyła, że najgorsze ma za sobą. Nie zdążyli nacieszyć się szczęściem. Nana, młodsza siostra Annick nagle zachorowała. Słowa brzmiały jak wyrok  -„odma opłucna”. Gdy jeden z belgijskich szpitali postanowił przyjąć chorą, ojciec pojechał razem z nią. Po kilku miesiącach stan Nany poprawił się na tyle, by mogli wrócić do domu. W dzień powrotu w rodzinnym domu panował radosny rozgardiasz. Szczęście zmącił dźwięk telefonu. Zdarzył się wypadek, bliscy nie wrócą…
Rodzina nie zdążyła podnieść się  po tej tragedii gdy spadł na nich i na całą Ruandę śmiertelny cios. W kwietniu 1994 roku na skutek zamachu w katastrofie lotniczej zginął prezydent Ruandy. Nie udało się ustalić tożsamości sprawców, ale zamach stał się bodźcem rozpoczynającym masakrę.

Ludobójstwo trwało sto dni. Sto dni prześladowań, mordu, gwałtów. Na oczach Annick jej matkę zadźgano bagnetem. Wrzucono ją niczym worek ziemniaków na ciężarówkę pełną trupów i żywych ludzi, wiozącą ich na pewną śmierć.
Sto dni nienawiści i bestialstwa pozostawiło po sobie zbiorowe mogiły, zgwałcone dzieci i ogrom okrucieństwa, którego nie sposób opisać.

Ten post jest inny. Nie skupiłam się tylko i wyłącznie na książce, sięgnęłam do historycznych źródeł traktujących o masakrze w Ruandzie. Uruchamiając przeglądarkę i wpisując tylko jeden wyraz -„Tutsi” nie spodziewałam się, że zobaczę tyle tragedii i ludzkiego cierpienia.
Ludobójstwo które pochłonęło prawie milion ofiar, głównie kobiet i dzieci w tak krótkim czasie, stało się prawdopodobnie największą porażką ONZ w historii jej istnienia.
Dziś, mimo upływu lat mord w Ruandzie nadal wzbudza ogromne emocje. Przykładem są filmy poruszające ten temat;

filmy fabularne
  • 2004: Hotel Rwanda
  • 2005: Czasem w kwietniu
  • 2005: Shooting Dogs
  • 2007: Podać rękę diabłu
filmy dokumentalne
  • 2004: Podałem rękę diabłu
  • 2005: Pamiętnik z Kisangani  
  • 2009: Mój sąsiad, morderca
  • 2009: Dzień, w którym Bóg odszedł
*zagłębiając się w historię, przyczyny masakry, korzystałam m.in. z wikipedii oraz forum.historia.org.pl

Gdyby ktoś miał ochotę przeczytać tę książkę, zachęcam do wzięciu udziału w Candy u Bujaczka J


wtorek, 28 grudnia 2010

Milana Tierłojewa - Taniec w ruinach

autor: Milana Tierłojewa
tytuł: Taniec w ruinach
wydawnictwo: Klub Dla Ciebie
ilość stron: 160
ocena: 4 / 6

„Taniec w ruinach- przejmujący dziennik młodej Czeczenki” to książka, po którą warto sięgnąć.

Dziennik rozpoczyna się wydarzeniami z grudniowej nocy 1994 roku, kiedy to armia rosyjska najechała na młodą Czeczeńską Republikę Iczkierii. 14 letnia wówczas Milana i jej przyjaciółki nie zdawały sobie sprawy, czym tak naprawdę jest wojna. Ich tematy do rozmów skupiały się jedynie nad tym, jakie sukienki włożą na zbliżający się bal.

W grudniu 1994 roku wszystko się zmieniło.

Armia rosyjska zniczyła nie tylko miasta, czy domy. Czeczenii zostali pozbawieni wody, elektryczności. Na stołach w domach pojawiły się świeczki, szczęściarzem mógł się zwać ten, kto miał ich zapas.
Ludność czeczeńska żyła w wielkim strachu Każdego mężczyznę pomiędzy 10 a 60 rokiem życia uważano za bandytę. Jedyną szansą na przeżycie stała się ucieczka.

Biografia ukazuje przemianę Mileny, która z nastoletniej dziewczyny w obliczu wojny stała się emocjonalnie dojrzałą kobietą, dbającą o swych najbliższych.
Książka godna polecenia.

Natknęłam się na okazyjną cenę tej książki - 3 zł