środa, 2 lutego 2011

Wojciech Cejrowski - Rio Anaconda

autor: Wojciech Cejrowski
tytuł: Rio Anaconda
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 438
ocena6 / 6

Nie trzeba lubić Autora, żeby polubić tę książkę, bo czy się komu Cejrowski podoba, czy nie, trzeba przyznać, że opowiada bardzo ciekawie. Fantastyczne dialogi! Doskonałe zdjęcia! A wady? Jeżeli są, szukajcie sami, ja nie znalazłem. No może poza jedną: po czterystu stronach opowieść się kończy (od Wydawcy)

Nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod powyższą opinią obiema rękami (i nogami też). Nie oglądam programów podróżniczych Wojciecha Cejrowskiego, jestem więc wolna od wszelkim uprzedzeń, awersji i niechęci. A jego książki uwielbiam, ot co! Tym razem Wojciech Cejrowski na kartach Rio Anaconda zabiera nas w podróż na Dzikie Ziemie.

Jako, że książkę podpięłam pod wyzwanie Papierowy zwierzyniec, pozwolicie, że skupię się na tym co pływa, skacze, fruwa, pełza, lata, bzyczy i takie tam…

Księga Słońca przenosi nas do Los Llanos na rozległe płaskie ziemie położone na wschód od Andów, na pograniczu Kolumbii i Wenezueli. Królestwo kapibary i kajmana, ostoja ptaków, żab, żółwi i… owadów, które namolnie bzyczą i obsiadają tutejsze krowy (i ich placki). Słońce, upał, lejący się żar z nieba (i pot z czoła) i wiza wbita krakowskim targiem za 6 dolarów. Jeszcze tylko lot zajeżdżonym rosyjskim gruchotem z miejscem siedzącym na trumnie i już W. C. jedną nogą doleciał do Mitu.

Pora na Księgę Błota. Drodzy Amigo! Tu kończy się cywilizacja a zaczyna puszcza. Nasz bohater ze względu na swe „trudniuśkie” imię zapożycza „prościutkie” imię od dziadka Antoniego. Od teraz zwie się Antonio (fa caldo ?). Czym zajmuje się ludność owego miasta? Przekrętami. Nie uprawia się tu nic, no poza kokainą…wszak to ”czyściusieńki biznes”.

Kolejna, Księga Mgły otwiera przed nami wrota dżungli. Zmierzają ku nim: biały „pan”, dwaj Indianie i… świnia. Tej ostatniej przypadła rola wybawcy i ratowania rozbitków – najpierw od utonięcia, później od śmierci głodowej. Peke-peke dobiło szczęśliwie (a nieszczęśliwie dla świni, która zapewne podzieliła los wieprzowiny w 5-ciu smakach) i Antonio wyruszył na spotkanie plemienia Indian w koszulkach made in China, bardziej ucywilizowanych niż się spodziewał. I tu niczym Koszmar z ulicy Wiązów pojawia się
znienawidzona zupka codzienna – Kina Pira, mieszanka żywych ryb, wściekiełki i… mrówek. Razem z Cejrowskim jakoś to przełknęłam i strawiłam (ja na szczęście tylko rozdział). W nagrodę poznałam od kuchni plantację koki (nie mylić z kokainą), tradycyjnej używki w Andach. Indianie żują jej liście, Metysi i Bali piją herbatę – mate de coca, która w tej formie działa na organizm człowieka podobnie jak kawa. W Kolumbii na własny użytek można w  posadzić cztery krzaki koki. O ile koka jest dla Indian codziennością, przyjemnym elementem życia, tak z kokainą –wytworem diabelskim, nie chcą mieć nic wspólnego.

Czas rozpocząć Księgę Dymu. Jesteśmy uczestnikami święta plemiennego. Podpatrujemy przygotowania, zwyczaje i taniec Dzikich. Poznajemy kota szamana, amatora „piśnych lipek”.

Przed nami punkt kulminacyjny - Dzikie Ziemie czyli Księga Strachu. Rio Anakonda. Kręta rzeka koloru anakondy. Czas płynie na wyrywaniu kleszczy, zabawianiu psa szamana, który z uciechy się zepsuł bo zaczął merdać ogonem.

W Księdze Mgły docieramy na Ziemie, do których nie dotarł żaden gringo. Tu dżungla nie ma końca. Tu dzieją się rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia. Czary.  I magia, która mimo zapewnień o autentyczności historii, wydaje się być 3x na nie: nierealna, nieprawdopodobna i niewiarygodna.

Czas na Księgę Szeptów. W tej części Cejrowski zawstydza nawet Copperfield`a demonstrując oniemiałej plemiennej widowni sztuczkę z wapnem musującym.

Przed nami ostatnia już Księga Powrotu. Coś się kończy, by coś mogło się rozpocząć. Cejrowski kończy swą wędrówkę i rozpoczyna pisanie niniejszej książki. A my? My stajemy się świadkami historii ostatniego szamana plemienia Carapana…




Rio Anakonda jest rewelacyjnie napisaną i wydaną książką. Na jej karty Cejrowski przelał całą swą podróżniczą pasję i doskonały humor. Dialogi autora z samym sobą, pełne sarkazmu przypisy co rusz wywołały u mnie niejedną salwę śmiechu. Zwieńczeniem są fotografie –doskonałe, barwne, pełne życia. Bezapelacyjnie 6.0


18 komentarzy:

  1. nie ma to jak z rana Twoja recenzja... i już mi się humor poprawił :P
    Antonio fa freddo!!

    OdpowiedzUsuń
  2. muszę się w końcu za tego Cejrowskiego wziąć... czytałaś już Gringo ;>

    OdpowiedzUsuń
  3. hihi fa freddo :)
    Przeczytaj koniecznie :) Humor Ci się od razu poprawi :)Gringo też czytałam, ale Rio bardziej mi się spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również wolę Rio od Gringo :) tak jak wolę pana Cejrowskiego czytać, nie słuchać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam sposób w jaki opowiada on o swoich wyprawach. Gringo i Rio też już są za mną. obecnie moim celem jest Podróżnik :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kulka - zgadzam się z Tobą! :)

    Varia - ja też mam ochotę na Podróżnika, gdzieś kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że ostatnio Cejrowski na topie ;)
    Co do jego przekonań to w programach podróżniczych raczej ich nie ukazuje. Raczej chodzi tu o jego wypowiedzi w programach telewizyjnych (typu warto rozmawiać), itp.

    Rio Anaconda jeszcze przede mną, najpierw trzeba ją kupić, potem musi odstać swoje na półce ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam I "Rio Anaconda" i "Gringo" - ta pierwsza podobała mi się trochę bardziej. Teraz rozglądam się za "Podróżnikiem WC", aczkolwiek trochę się obawiam - chyba to Pablo w recenzji napisał, że jest tam wątek poglądów polityczno-społecznych pana Wojtka, a te mi niespecjalnie odpowiadają. Ale jeśli chodzi o opisy podróży - mistrzostwo świata:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co prawda nie czytałam jeszcze żadnej książki Wojciecha Cejrowskiego (jak to w ogóle możliwe? ^^)ale widzę, że wszyscy teraz czytają, więc też się pewnie skuszę ;P.

    OdpowiedzUsuń
  10. zaczytana w chmurach - szczerze to w ogóle nie oglądam telewizji i.. nawet nie wiedziałam, że WC występuje w jakiś innych programach aniżeli podróżnicze. No tak człowiek uczy się przez całe życie... Ale może to lepiej, że go nie oglądam na wizji? Jeszcze bym się zirytowała i jego książek czytać nie chciała ;)

    anek7 - właśnie z tego samego powodu sceptycznie podchodzę do Podróżnika. Z pewnością kiedyś go przeczytam, ot tak z ciekawości :)

    Surinder - a wiesz, że ja tak mam często? jest bardzo wielu autorów z którymi jeszcze się nie zetknęłam, aż wstyd. Ale wierzę, że nadrobię :)
    Polecam Rio, gdzieś kiedyś... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja lubię programy Cejrowskiego, więc na pewno zajrzę do jego książek. Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo zachęcająca recenzja ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Śietna recenzja genialnej książki:) Rio Anacondę powinien każdy przeczytać:) po niej inne ksiązki podróżnicze blakną:)

    A ja mam ją z podpisem:) "Pawłowi" hehehehe:D Nie mogłem się powstrzymać:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kasandro - ja chyba też się skuszę i obejrzę program W.C. :)

    Bujaczek- dziękuję :))

    Pablo - ha! wiem, że masz! :)nawet przy pisaniu tej recenzji wyszperałam na Twoim blogu zdjęcie stosa z obydwiema książkami W.C.
    Grzeszę, ale co tam - zazdroszczę! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cejrowski mnie coraz bardziej kusi, więc jak uporam się ze stosem to być może za niego chwycę ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam programy Cejrowskiego, chociaż przyznam, że nigdy nie próbowałam nawet ocenić go jako człowieka - zawsze widzę w nim podróżnika z ogromną wiedzą, genialnego przewodnika, nieco ekscentrycznego reportera.

    Książka dawno jest już na "mej krótkiej liście" (a raczej długiej, bardzooo długiej), dlatego przeczytam na pewno :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojej uwielbiam Cejrowskiego... ;))

    OdpowiedzUsuń
  18. Meme - polecam, myślę że nie pożałujesz :)

    Claudette - w takim razie życzę powodzenia w sukcesywnym redukowaniu swej krótkiej-długiej listy ;))

    Lena - :))

    OdpowiedzUsuń