Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lipca 2011

Marek Tomalik - Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia

autor: Marek Tomalik
tytuł: Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia 
wydawnictwo: Otwarte 
rok wydania: 2011 
ilość stron: 320 
ocena: 6 / 6



Gryząc końcówkę długopisu mozolnie wpatruję się w czystą kartkę papieru. Czas ubrać myśli w słowa, przelać wrażenia na papier czyniąc je choć trochę intrygującymi. Trudne to zadanie, tym bardziej dziś, kiedy szczególnie pragnę wzbudzić Wasze zainteresowanie i gorąco zachęcić do przeczytania niniejszej książki. Dlaczego? Z prostej przyczyny: Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia jest wyśmienitą, świetnie napisaną, pełną pasji lekturą. I właśnie ta, wyłaniająca się niemal z każdej strony pasja chyba najbardziej mnie urzekła. 

Książek przyrodniczych przeczytałam wiele. Ich autorzy z lepszym lub gorszym skutkiem zdawali relację ze swej podróży, dzielili się ciekawostkami, przytaczali zabawne anegdoty i ukazywali piękno odwiedzanego kraju. Ich zamiłowanie do podróży było odczuwalne, miłość do kraju już nie zawsze.  „Australia…” jest inna. To nie sprawozdanie z jednej wycieczki, którą autor miał okazję gdzieś kiedyś odbyć. Marek Tomalik w Australii był dziewięć razy, a od 2002 niemal co roku odwiedzał ów kontynent. Czytając wspomnienia z podróży, machinalnie dostrzega się oczarowanie autora. Co więcej, również czytelnik, będący pod wpływem zaraźliwego zachwytu niecierpliwie przerzuca kolejne kartki, byle szybciej, byle więcej - wiedzieć, widzieć, czuć.

Marek Tomalik zabrał mnie we wspaniałą, pełną przygód podróż, z której nie chciałam wracać. Z zainteresowaniem czytałam o dniach spędzonych w środku buszu, spaniu na bagażniku dachowym czy smażeniu steków na… łopacie. Z mniejszym entuzjazmem dowiadywałam się o konsumpcji kangurzych ogonów lub robaków tudzież much, będących znakomitym uzupełnieniem białka! I była to ważna wskazówka na przyszłość, ku przestrodze, już wiem czym w buszu grozi wstawanie później niż przed wschodem słońca.

Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia to kwintesencja cennych i ciekawych informacji. Jej lektura przynosi odpowiedź na wiele nurtujących pytań: W jakim celu tubylcy podpalają ogromne połacie lądów? Ile waży kangurzątko tuż po urodzeniu? czemu koty i dingo są rozstrzeliwane i wieszane na gałęziach? I wreszcie – dlaczego Aborygeni są alkoholikami i jakie kary czekają nas za wwiezienie na tereny aborygeńskie choćby najmniejszej ilości alkoholu?

To tylko kilka, niczym ziarenko piasku na pustyni ciekawostek, które możemy wyczytać z kart niniejszej książki. Interesujące były również chociażby szczegóły wyprawy „Śladami Strzeleckiego”, przy okazji której przytoczono niuanse z życia szalonego Polaka, Pawła Edmunda Strzeleckiego. Nieszczęśnika do wyruszenia w świat popchnęła niespełniona miłość, ale dzięki temu właśnie on odkrył w Australii srebro i złoto, wspiął się na najwyższą górę kontynentu nazywając ją na cześć generała Górą Kościuszki.  

Marek Tomalik bez chełpienia się i przechwalania odsłania kulisy swych wypraw i odkrywa piękno Australii. Ponadto autor udziela cennych porad, przestrzega przed niebezpieczeństwami i wskazuje, na co należy zwrócić szczególną uwagę przed podróżą. Całości dopełniają liczne fotografie stanowiące wizualną ucztę dla miłośników podróży.

Pełna pasji Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia to świadectwo trwającej od 20 lat miłości autora do australijskiego lądu. Inteligentnie napisana, okraszona humorem, pełna informacji, bogato ilustrowana… Minusy? Nieociągnięcia? Ja ich nie znalazłam. I śmiem twierdzić, prywatnie Marek Tomalik musi być bardzo sympatyczną osobą – fajny facet z niego ;)

 ###


Zdjęcia pochodzą z autorskiej strony Marka Tomalika  Wyprawy w sedno sprawy. Podróżnik od lat organizuje wyprawy turystyczne, m.in. do Australii. Zapraszam na stronę i ... do Australii. 
( sama wrzuciłam zachomikowane 20 euro do  pseudo świnki skarbonki... może kiedyś... ) :)))

I na koniec strona poświęcona książce. Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia.
Znajdziecie tu sporo reportaży oraz cały rozdział książki! Gorąco zachęcam do lektury! :)

czwartek, 16 czerwca 2011

Tadeusz Chudecki - Dalej w drogę. Łatwe i tanie podróżowanie po Europie i okolicach

autor: Tadeusz Chudecki
tytuł: Dalej w drogę. Łatwe i tanie podróżowanie po Europie i okolicach
wydawnictwo: Publicat
rok wydania: 2011
ilość stron: 240
ocena: 4.5 / 6




Należę do grona osób, które w rubryce hobby, pasje czy zainteresowania wpisują „podróżowanie”. Może to i pospolite ale naprawdę uwielbiam odkrywać nowe miejsca, zwiedzać, poznawać i obserwować. I wcale nie musi być daleko, drogo i wystawnie, weekend poza domem spędzony na zwiedzaniu pobliskich ruin zamku czy spacer przyrodniczą ścieżką w pełni mnie zadowala.
To podróże w praktyce, a jak wygląda teoria? Bardzo często sięgam po książki stricte podróżnicze. Przewodniki, albumy pełne wskazówek i porad są skarbnicą wiedzy, pozwalają odkrywać nieznane miejsca i regiony, wreszcie konfrontować własne odczucia i spostrzeżenia z opinią innych turystów.
„Dalej w drogę. Łatwe i tanie podróżowanie po Europie i okolicach” zapowiadało się nad wyraz obiecująco. Nieraz przekonałam się, że cena nie zawsze idzie w parze z jakością, więc jeżeli miałabym okazję skorzystać z dobrodziejstw podróży przy niższych nakładach finansowych chętnie się zasugeruję.
Kartkując książkę po raz pierwszy doznałam uczucia zaskoczenia a może i trochę zawodu.
Wydawało mi się, że zwiedziłam trochę europejskich miast, tymczasem nie byłam w żadnym z prezentowanych w niniejszej książce. Wprawdzie nie mogłam pokusić się o porównania ale nic straconego, otworzyło się przede mną okno na nieznany do tej pory świat.

„Dalej w drogę” to swoisty przewodnik i poradnik w jednym. Przybliża nam historię, kulturę kilkunastu europejskich miast, oraz co ważne, oferuje wiele praktycznych i cennych wskazówek; jak tanio kupić bilety lotnicze, znaleźć niedrogi hotel, zjeść tani a smaczny posiłek.
Przyznam szczerze, uwagi są trafne, mające odzwierciedlenie w rzeczywistości. Ze szczególnym zainteresowaniem czytałam wspomnienia autora z podróży do Grecji. Podróż z Katowic przez Frankfurt na Kos i z powrotem za 200 zł? Pokój ze śniadaniem w cenie 15 euro za dobę? Długo nie trzeba mnie namawiać. Sprawdziłam, Frankfurt – Kos tam i powrotem za 35,68 euro. Już zaplanowałam wakacje 2012.
Rozbawiła mnie natomiast rada autora: gdy jesteśmy w nieznanej restauracji a chcemy zjeść coś dobrego, należy przejść się po sali i ukradkiem zaglądać ludziom w talerze. Coś w tym jest! Będąc w ubiegłym tygodniu w Barcelonie mieliśmy podobny problem. Co jemy? To co inni! :) I chyba podświadomie wybieraliśmy najbardziej gwarne miejsca z apetycznie wyglądającymi półmiskami na stołach.
Godna uwagi jest wzmianka o kwocie, jaką trzeba przeznaczyć na minimalne wydatki w każdym z krajów. Zaskoczyła mnie Portugalia, ceny dwa razy niższe niż we Włoszech, Hiszpanii czy w Grecji? Muszę się temu bliżej przyjrzeć.
Jedyne zastrzeżenia mam do Chorwacji... a raczej do jej waluty. Bo z tego co się orientuję, walutą obowiązującą jest kuna chorwacka, nie euro. Taki mały chochlik. Poza tym autor zwrócił uwagę na to co ważne, nie miękkie, piaszczyste acz ostre i kamieniste plaże oraz wszechobecne jeżowce, które mogą popsuć cały urlop. Mimo tych mankamentów, z przyjemnością wybrałabym się jeszcze do Dalmacji, najlepiej do Dubrownika będącego Perłą Adriatyku. 
Interesujący jest rozdział poświęcony turystyce pielgrzymkowej „Europa dla duszy”. Lourdes we Francji, Fatima w Portugalii, Santiago de Compostela w Hiszpanii czy Medjugorie na terenie Bośni i Hercegowiny są ważnymi i z pewnością godnymi odwiedzenia ośrodkami kultu religijnego.

„Dalej w drogę” z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom podróży. Zaznaczyć jednak muszę, iż jest to przewodnik w pigułce, autor wymienia tylko najważniejsze, warte uwagi zabytki. Natomiast rady, cenne wskazówki dotyczące podróży są uniwersalne i z pewnością sprawdzą się w każdym mieście i kraju. 

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Publicat i portalu Sztukater. Dziękuję!

niedziela, 15 maja 2011

Kinga Choszcz - Pierwsza wyprawa Nepal

autor: Kinga Choszcz
tytuł: Pierwsza wyprawa Nepal
wydawnictwo: Bernardinum
rok wydania: 2011
ilość stron: 224
ocena: 5.5 / 6

Od dawien dawna interesowała mnie kultura dalekiego wschodu. Przejawem fascynacji było poszukiwanie lektur z tego tematu, zagłębianie się w tajniki kuchni i poznawanie dalekowschodnich religii jak hinduizm, buddyzm i sikhizm.
Gdy w nowościach wydawniczych wypatrzyłam ”Pierwszą wyprawę Nepal”, z miejsca zapałałam chęcią pożądania – posiadania i przeczytania.
I tak naprawdę tytuł był sprawą drugorzędną, to nazwisko autorki grało kluczową rolę. Z Kingą Choszcz po raz pierwszy spotkałam się za sprawą książki „Moja Afryka”, pełną pasji, cennych informacji ale i smutku. Bo Kindze nie dane było ukończyć swej podróży marzeń i wrócić do domu. Zachorowała na malarię mózgową i zmarła w Afryce w 2006 roku.

„Pierwsza wyprawa Nepal” to zapiski blisko 8 miesięcznej podróży Kingi do krajów bliskiego wschodu na przełomie 1995 i `96 roku. Tak, to są zapiski i tak należy je traktować. Wtedy jeszcze Kinga nie przypuszczała, że zostaną wydane w formie książki. Pisała pamiętnik – dla siebie, dla bliskich, dla utrwalenia wspomnień. Powieść została wydana po śmierci autorki, w niezmienionej formie, w takiej jaką po sobie zostawiła.

Kinga Choszcz wyruszyła w październiku 1995 roku w swą pierwszą „poważną wyprawę”.  Z Polski poprzez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię do Turcji – stopem, autami osobowymi, tirami, z kierowcami różnych narodowości. Dalej autobusem do Iranu, samolotem do Pakistanu i wreszcie pociągiem – do Indii. Tu zaczyna się prawdziwa, trwająca kilka miesięcy przygoda, którą poznamy z kart książki. Kinga była indywidualistką. Nie interesowały ją wielkie miasta i słynne, tłumnie oblegane zabytki. Wybrała coś cenniejszego, bliskość prostych ludzi. Gościnność z jaką się spotykała pozwoliła jej uczestniczyć w ich życiu rodzinnym, wnikliwie poznawać kulturę i zwyczaje panujące w odległych zakątkach Azji.

Niesamowite z jaką naturalnością Kinga wtopiła się w zupełnie obcą kulturę dalekiego wschodu. Przywdziewała bogato zdobione sari, pomagała przygotowywać tradycyjne posiłki i spożywała je jak wszyscy, ręką siedząc po turecku na podłodze. Zdobywała himalajskie szczyty, zwiedzała wysoko położone górskie świątynie, uczestniczyła w barwnych festiwalach, obrzędach weselnych i licznych świętach. Piła sok prosto z kokosa, jeździła na wielbłądzie, zobaczyła i doświadczyła więcej aniżeli przeciętny turysta.

Sięgnijcie po „Pierwszą wyprawę Nepal” i przenieście się w inny, nieopisany w przewodnikach świat wszędobylskich małp, świętych krów i niestety świat biedy i ubóstwa. Przeczytajcie, wrota orientu stoją otworem.
Uwielbiam książki z serii „Poznaj Świat”. Pięknie wydane, bogato ilustrowane stanowią idealny prezent dla miłośników podróży, żądnych poznania nowych kultur i smaków.
„Pierwsza wyprawa Nepal” to trzecia i ostatnia książki Kingi Choszcz, zdecydowanie warta przeczytania. Polecam gorąco.


środa, 2 lutego 2011

Wojciech Cejrowski - Rio Anaconda

autor: Wojciech Cejrowski
tytuł: Rio Anaconda
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 438
ocena6 / 6

Nie trzeba lubić Autora, żeby polubić tę książkę, bo czy się komu Cejrowski podoba, czy nie, trzeba przyznać, że opowiada bardzo ciekawie. Fantastyczne dialogi! Doskonałe zdjęcia! A wady? Jeżeli są, szukajcie sami, ja nie znalazłem. No może poza jedną: po czterystu stronach opowieść się kończy (od Wydawcy)

Nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod powyższą opinią obiema rękami (i nogami też). Nie oglądam programów podróżniczych Wojciecha Cejrowskiego, jestem więc wolna od wszelkim uprzedzeń, awersji i niechęci. A jego książki uwielbiam, ot co! Tym razem Wojciech Cejrowski na kartach Rio Anaconda zabiera nas w podróż na Dzikie Ziemie.

Jako, że książkę podpięłam pod wyzwanie Papierowy zwierzyniec, pozwolicie, że skupię się na tym co pływa, skacze, fruwa, pełza, lata, bzyczy i takie tam…

Księga Słońca przenosi nas do Los Llanos na rozległe płaskie ziemie położone na wschód od Andów, na pograniczu Kolumbii i Wenezueli. Królestwo kapibary i kajmana, ostoja ptaków, żab, żółwi i… owadów, które namolnie bzyczą i obsiadają tutejsze krowy (i ich placki). Słońce, upał, lejący się żar z nieba (i pot z czoła) i wiza wbita krakowskim targiem za 6 dolarów. Jeszcze tylko lot zajeżdżonym rosyjskim gruchotem z miejscem siedzącym na trumnie i już W. C. jedną nogą doleciał do Mitu.

Pora na Księgę Błota. Drodzy Amigo! Tu kończy się cywilizacja a zaczyna puszcza. Nasz bohater ze względu na swe „trudniuśkie” imię zapożycza „prościutkie” imię od dziadka Antoniego. Od teraz zwie się Antonio (fa caldo ?). Czym zajmuje się ludność owego miasta? Przekrętami. Nie uprawia się tu nic, no poza kokainą…wszak to ”czyściusieńki biznes”.

Kolejna, Księga Mgły otwiera przed nami wrota dżungli. Zmierzają ku nim: biały „pan”, dwaj Indianie i… świnia. Tej ostatniej przypadła rola wybawcy i ratowania rozbitków – najpierw od utonięcia, później od śmierci głodowej. Peke-peke dobiło szczęśliwie (a nieszczęśliwie dla świni, która zapewne podzieliła los wieprzowiny w 5-ciu smakach) i Antonio wyruszył na spotkanie plemienia Indian w koszulkach made in China, bardziej ucywilizowanych niż się spodziewał. I tu niczym Koszmar z ulicy Wiązów pojawia się
znienawidzona zupka codzienna – Kina Pira, mieszanka żywych ryb, wściekiełki i… mrówek. Razem z Cejrowskim jakoś to przełknęłam i strawiłam (ja na szczęście tylko rozdział). W nagrodę poznałam od kuchni plantację koki (nie mylić z kokainą), tradycyjnej używki w Andach. Indianie żują jej liście, Metysi i Bali piją herbatę – mate de coca, która w tej formie działa na organizm człowieka podobnie jak kawa. W Kolumbii na własny użytek można w  posadzić cztery krzaki koki. O ile koka jest dla Indian codziennością, przyjemnym elementem życia, tak z kokainą –wytworem diabelskim, nie chcą mieć nic wspólnego.

Czas rozpocząć Księgę Dymu. Jesteśmy uczestnikami święta plemiennego. Podpatrujemy przygotowania, zwyczaje i taniec Dzikich. Poznajemy kota szamana, amatora „piśnych lipek”.

Przed nami punkt kulminacyjny - Dzikie Ziemie czyli Księga Strachu. Rio Anakonda. Kręta rzeka koloru anakondy. Czas płynie na wyrywaniu kleszczy, zabawianiu psa szamana, który z uciechy się zepsuł bo zaczął merdać ogonem.

W Księdze Mgły docieramy na Ziemie, do których nie dotarł żaden gringo. Tu dżungla nie ma końca. Tu dzieją się rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia. Czary.  I magia, która mimo zapewnień o autentyczności historii, wydaje się być 3x na nie: nierealna, nieprawdopodobna i niewiarygodna.

Czas na Księgę Szeptów. W tej części Cejrowski zawstydza nawet Copperfield`a demonstrując oniemiałej plemiennej widowni sztuczkę z wapnem musującym.

Przed nami ostatnia już Księga Powrotu. Coś się kończy, by coś mogło się rozpocząć. Cejrowski kończy swą wędrówkę i rozpoczyna pisanie niniejszej książki. A my? My stajemy się świadkami historii ostatniego szamana plemienia Carapana…




Rio Anakonda jest rewelacyjnie napisaną i wydaną książką. Na jej karty Cejrowski przelał całą swą podróżniczą pasję i doskonały humor. Dialogi autora z samym sobą, pełne sarkazmu przypisy co rusz wywołały u mnie niejedną salwę śmiechu. Zwieńczeniem są fotografie –doskonałe, barwne, pełne życia. Bezapelacyjnie 6.0