Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amber. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 maja 2012

Stuart MacBride - Dom krwi

autor: Stuart MacBride
tytuł: Dom krwi
wydawnictwo: Amber
rok wydania: 2008
ilość stron: 320
ocena: 5.5 / 6



Od przeczytania  „Domu krwi” upłynęło prawie dwa tygodnie i choć nie mam w zwyczaju dzielić się opinią po tak długim okresie,  gdy opadły już emocje a upływający czas stopniowo zaciera szczegóły akcji, dla tej pozycji zrobię wyjątek, zasługuje na to.

Na jednym ze statków w szkockim porcie Aberdeen znaleziono poćwiartowane ludzkie zwłoki. Pikanterii dodaje fakt, że ciało znajdowało się w kontenerze chłodniczym razem z innymi mrożonkami przeznaczonymi do konsumpcji. Policja ma pełne ręce roboty, musi sprawdzić wszystkie źródła, począwszy od hurtowni, która dostarczała mięso, poprzez miejscowe rzeźnie i ubojnie. Wnikliwe śledztwo ujawnia szokujące fakty gdy okazuje się, że coś, co powinno być mięsem wieprzowym ma na zadzie tatuaż. W mieście wybucha panika a śledczy nie mogą wyzbyć się porównań z brutalną serią morderstw sprzed dwudziestu lat, kiedy to zabójca zwany Rzeźnikiem w masce Margaret Thatcher i rzeźniczym fartuchu brutalnie rozczłonkowywał swe ofiary. Morderca nigdy nie został schwytany, kiedy zaczynają ginąć kolejne osoby nikt już nie ma złudzeń, Rzeźnik powrócił i na nowo rozpoczął krwawe żniwa.

Stuart MacBride jest moim przypadkowym i niekwestionowanie najlepszym odkryciem ostatnich czasów. Po przeczytaniu jego innego, równie dobrego kryminału w cyklu Logan McRae „Zamierające światło” machinalnie sięgnęłam po „Dom krwi”. Dawno nie czytałam czegoś równie mocnego. Już po pierwszych stronach czułam, że autor wsadził mnie do pędzącego rollercoastera. Nie zdążyłam jeszcze zapiąć pasów a akcja porwała mnie w wir brutalnych wydarzeń nie dając chwili wytchnienia i czasu na ochłonięcie. W porównaniu z autorami skandynawskich kryminałów MacBride bije ich na głowę. Tern szkocki pisarz nie pieści się z czytelnikiem, daruje mu też wnikliwe, odrywające od sedna codzienne życie głównych bohaterów, z ich psem, kotem i teściową włącznie. Tutaj wszystko kręci się wokół morderstw, ale trzeba przyznać, drobiazgowe opisy mogą odstraszyć niejedną osobę. Minęło dwa tygodnie a ja nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem i uznaniem skierowanym w stronę autora. I dla wiarygodności słów dodam, że od tego czasu z mięs jadłam tylko drób, żadnego innego gatunku nie byłabym w stanie przełknąć...

Bardzo polecam ale tylko miłośnikom mocnych wrażeń i ludziom o mocnych nerwach.