sobota, 25 sierpnia 2012

Emma Donoghue - Pokój


autor: Emma Donoghue
tytuł: Pokój
wydawnictwo: Sonia Draga
rok wydania: 2011
ilość stron: 409
źródło: Z półki
ocena6 / 6


Sugerując się Waszymi opiniami wpisałam „Pokój” na listę książek wartych przeczytania. Po lekturze utwierdziłam się w przekonaniu, że mieliście rację, mało tego, choć na starcie zawiesiłam poprzeczkę wysoko i nastawiłam się na naprawdę dobrą powieść, dostałam coś znacznie więcej, 409 stron, które kilka dni od przeczytania, wciąż nieustannie zaprzątają moje myśli.   

Dziś tylko o wrażeniach, pominę zalążek treści i przestrzegę przed czytaniem widniejącej na okładce notki wydawniczej, która już pierwszym zdaniem (sic!) odbiera kilkadziesiąt stron lektury. „Pokój” jest specyficzny, z każdą kolejną stroną otwiera się przed czytelnikiem i to on sam powinien odkryć jego wydźwięk. Mam wrażenie, że jakiekolwiek zagłębianie się w treść to pastwienie się nad potencjalnym odbiorcą, ujawnia zbyt wiele szczegółów i odbiera element zaskoczenia. Wraz z pierwszymi kartami powieści czytelnik przenosi się do tytułowego Pokoju, poznaje pięcioletniego Jacka i jego Mamę, którzy spędzają w nim każdą chwilę. Nie wiemy po co i dlaczego, i choć pierwsze strony obrazują mile upływający czas na wspólnych, wymyślonych przez siebie zabawach, podświadomie czujemy ukryte między wierszami napięcie. O tym, czym dla matki i dziecka jest Pokój nie powinno się już pisać, pozostawmy to odkrycie czytelnikowi, niech i jemu udzielą się towarzyszące lekturze emocje.

Na początku odbierałam „Pokój” jako naprawdę dobrą powieść, jednak z każdą kolejną stroną wzrastało poczucie zaskoczenia aż w końcu poczułam, jakbym dostała obuchem w łeb. Ta książka rozchwiała mnie emocjonalnie, pochłonęła czas i myśli i choć minęło kilka dni od jej przeczytania, wciąż pozostaję w wykreowanym przez autorkę świecie. W czym tkwi fenomen tej książki? Emma Donoqhue stworzyła tylko na pozór niewiarygodną historię opartą o fundamenty matczynej miłości. Kreatywność Mamy, próba stworzenia pięcioletniemu synkowi namiastki normalności w bagnie udającym życie chwytają za serce. I sam Jack, który ze swą niewinnością i dziecięcą wyobraźnią wprowadza czytelnika w swój zamknięty świat, budzi szereg emocji, wywołuje uśmiech by za chwilę przyćmić go wzruszeniem. Choć to trudna i momentami smutna historia, gorąco zachęcam do jej poznania. 

#####

Przepraszam Was za ciszę. Ostatnie dni spędziłam w szpitalu, z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego, w ósmym miesiącu ciąży. Wprawdzie udało mi się uniknąć chirurgicznego noża, ale zanim lekarze zdiagnozowali przyczynę ostrego „bólu brzucha” co się najadłam strachu, to moje.  Na razie jest w miarę dobrze ale chyba do końca rozwiązania nie wyzbędę się niepokoju. Stąd też pewnie moja aktywność w blogowym świecie będzie umiarkowana. Brakuje mi trochę tej około-książkowej otoczki, postaram się więc jak najszybciej nadrobić zaległości. Tymczasem się żegnam i życzę Wam miłego a sobie spokojnego weekendu :)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Jean – Marie Gustave Le Clezio - Afrykanin

autor: Jean – Marie Gustave Le Clezio
tytuł: Afrykanin
wydawnictwo: Cyklady
rok wydania: 2008
ilość stron: 110
źródło: Z półki
ocena5 / 6


W Afryce byłam niejednokrotnie. Choć nigdy osobiście, zawsze jedynie na kartach książki, z tych podróży wyniosłam obraz kontynentu, w którym piękno dzikiej przyrody przysłania ogrom ludzkich tragedii, od głodu i biedy poprzez choroby cywilizacyjne i krwawe wojny. Tym razem dzięki lekturze „Afrykanin” dotarłam głębiej i poznałam wolną, jeszcze nie dotkniętą plagami i bezsilnością Afrykę.

Jean – Marie Gustave Le Clezio miał 8 lat kiedy w roku 1948 wraz z matką i starszym o rok bratem stanął na Czarnym Lądzie. Rodzina przyjechała z powojennej Francji by dołączyć do męża i ojca - lekarza, który od przeszło 20 lat pracował w Afryce. Autor doskonale pamięta towarzyszące przeprowadzce uczucia, kiedy z przytulnego babcinego domu w Nicei wkroczył w pełen swobody, wolny i na wpół dziki świat. Przemierzając boso spękaną i wyschniętą od upałów ziemię czuł, że właśnie wtedy na zawsze przekroczył granicę dzieciństwa.

„Afrykanin” to nie tylko podróż do nieznanej, wolnej od chorób, potężnej Afryki ale także wędrówka w głąb myśli i wspomnień autora. To także spojrzenie na ojca oczyma dziecka bowiem na kartach najbardziej osobistego dzieła Le Clezio próbuje zrozumieć swego rodziciela, człowieka odurzonego pięknem Czarnego Lądu, który w swej lekarskiej powinności pragnie ulżyć cierpieniom chorych. Z drugiej jednak strony ojciec sam potrzebował pomocy, odizolowany w buszu i osamotniony przez rozłąkę z najbliższymi z dnia na dzień stał się zupełnie innym człowiekiem. Ze wszystkich udręk chyba jednak najbardziej bolały zachodzące na jego oczach zmiany i widok porzuconej na pastwę wojen Afryki. I świadomość, że ten dobrze znany, wolny i beztroski świat stopniowo, kawałek po kawałku umiera.

„Afrykanin” wymagał ode mnie pełnej koncentracji. Nie sprawdził się w autobusie i w kolejce u lekarza, dopiero w zaciszu czterech ścian uchwyciłam płynące z książki pełne refleksji przemyślenia autora. Naprawdę dobra, nostalgiczna wędrówka pozwalająca odkryć chyba już na zawsze utracony obraz Afryki.

Dla przypomnienia, Jean – Marie Gustave Le Clezio jest laureatem Literackiej Nagrody Nobla 2008

czwartek, 9 sierpnia 2012

Anna J. Szepielak - Dworek pod Lipami

autor: Anna J. Szepielak
tytuł: Dworek pod Lipami
wydawnictwo: Nasza Księgarnia
rok wydania: 2012
ilość stron: 528
źródło: Egzemplarz recenzencki
ocena5 / 6


Kiedy w ubiegłym roku szykowałam się do prywatnego tour de France, wrzuciłam do walizki dwie książki z francuskim klimatem w tle. Jedną z nich było „Zamówienie z Francji” Anny J. Szepielak, przyjemna w odbiorze powieść, po lekturze której złożyłam obietnicę przeczytania następnej pozycji, która wyjdzie spod pióra (albo klawiatury) autorki. Niespełna rok później trzymałam w rękach obszerne tomisko otulone piękną, przywodzącą na myśl zamierzchłe czasy okładką.

„Dworek pod Lipami” to właściwie książka w książce. Na pierwszym planie poznajemy losy Gabrieli Strzeleckiej – autorki powieści zaklasyfikowanych do tzw. kobiecej literatury i świeżo upieczonej mężatki, która po ślubie z wdowcem Markiem przeprowadza się do jego domu. Kobieta jednak nie czuje się tu szczęśliwa, o ile relacja z dziećmi Marka z pierwszego małżeństwa przebiega na stopie przyjacielskiej, tak obecność stałej bywalczyni domu - Lidii, dawniej opiekunki obecnie gosposi nieco ją deprymuje. Lidzia jest kobietą z gatunku „do rany przyłóż”, chce we wszystkim wyręczać nową panią domu, swoich trzech groszy nie omieszka również wtrącić teściowa Marka, matka jego zmarłej żony Zosi. Wszelkie próby Gabrieli dotyczące remontu, wprowadzenia najprostszych zmian spotykają się ze sprzeciwem tych pań i sprawiają, że dziewczyna w nowym domu czuje się coraz bardziej obco. Na domiar złego wyczuwa, że zaczyna się wypalać również jako autorka. Nie chce już pisać książek „na jedno kopyto” jednak wydawnictwo, z którym współpracuje ma na ten temat odmienne zdanie, jej powieści sprzedają się przecież jak ciepłe bułeczki, żal rezygnować ze znoszącej złote jajka kury. Dziewczyna pragnie uciec od piętrzących się rodzinnych i zawodowych problemów, przyjmuje więc propozycję swej przyjaciółki, która wyjeżdża na tydzień i prosi ją o pilnowanie domu i opiekę nad zwierzętami. Tymczasem wyobraźnia zaczyna podsuwać Gabrysi pewną historię, która przenosi ją do dziewiętnastego wieku i pozwala poznać tajemnicze losy Celiny, w których autorka odkrywa cząstkę siebie. 

Dwie kobiety i dwie historie, które dzieli epoka, obyczaje i sposób życia. I świadomość, że mimo tych różnic nie zmieniają się uniwersalne ideały, pragnienia i marzenia. Losy dwóch kobiet wzajemnie się przenikają i sprawiają, że decyzje odległej Celiny wpływają na wybory współczesnej Gabrieli. Szalenie przypadły mi do gustu fragmenty poświęcone dziewiętnastowiecznej Celinie. Autorka doskonale oddała atmosferę życia w tamtych czasach, majestatyczne dwory, wystawne kolacje, bogate stroje i wystylizowany, nieco archaiczny język przenoszą czytelnika w odległy, zamierzchły świat.
Autorka zastosowała ciekawy zabieg, w historię Gabrieli wplotła opowieść o Celinie. W rezultacie powieść czyta się z podwójną ciekawością i z dwukrotną dawką zainteresowania. I niech nikogo nie przerazi objętość książki, wizualnie zapowiadająca długie wieczory nad jej treścią. Mnie wystarczyły dwa mile spędzone nad lekturą popołudnia.
Zdaję sobie sprawę, że jedna opinia jak jaskółka – wiosny nie czyni ale kiedy dziesiątki czytelniczek, wszystkie jak jeden mąż rozpływają się w zachwytach nad tą powieścią, uwierzcie, musi być coś na rzeczy :)

wtorek, 7 sierpnia 2012

Babski TOP Na Maksa !


Zaproszenie do zabawy Babski TOP Na Maksa, które otrzymałam od Anek 7 ucieszyło mnie i zainteresowało, zawsze to jakaś atrakcja w moim ostatnio bardzo monotonnym życiu :) Jak zapoznałam się z zasadami pomysłodawczyni zabawy - Klaudii mam wymienić „10 tytułów swoich ukochanych czytadeł”. W to mi graj, bo przyznam w sekrecie, obecnie nie jestem w stanie czytać nic innego, musi być lekko i odmóżdżająco. Mój mózg wyłączył tryb myślenia (jeśli funkcja „on” była mu kiedykolwiek znana ;) ) a wczoraj kiedy słupek rtęci w Rzeszowie dobił do 36 stopni, męczyło mnie samo oddychanie. Kiedy zauważyłam, że tą samą stronę nieco trudniejszej w odbiorze książki czytam któryś raz z rzędu, dałam sobie spokój z wszelakiej maści literaturą ambitną. W bibliotecznej kolejce ustawiłam się po tuzin kryminałów, Cobena, Dardy, Nessera, Edwardsona, ale jako na złość żaden czytelnik nie chce się z nimi rozstać, do odwołania zastrzegam więc sobie prawo publikowania opinii czytadeł ;)  

O czym to ja miałam? A! Babski top na maksa. Cytując organizatorkę zabawy ma to być: „10 tytułów książek, które są dla Was piękne, wzruszające, ważne .... Tylko nie ma to być top pozycji znanych na rynku czytelniczym, bo ktoś zrobili film, który dostał Oskara, bo książka jest na liście bestsellerów, czy autor dostał Nike, albo innego Pulitzera. Takie tytuły łatwo znaleźć w necie, a inne książki zarasta kurz”.
Nie wiem czy sprostam zadaniu, tym bardziej, że mam świadomość, ostatnimi czasy czytam wszystko co znane i polecane. Bez nagięcia zasad się nie obejdzie, postaram się pominąć nowości i przypomnę o naprawdę dobrych (wg mnie) pozycjach wydanych kilka lat temu. 

No to jedziemy... Tak, zdecydowanie nagnę zasady, proszę mnie nie karcić za szeregowanie klasyków pod kategorię „czytadeł” Mając na uwadze 10 tytułów nie wymienię czytadeł „w sam raz na jeden raz”, których treści zapomniałam tak szybko jak je przeczytałam, no way!


1 „Wichrowe wzgórza” Emily Bronte - nie pamiętam ile razy czytałam tę powieść (ani kto pożyczył na „wieczne oddanie” mój ukochany egzemplarz! :[ ), na pewno pierwszy raz tuż po 13 urodzinach. To książka o której się nie zapomina i do której chce się wracać. 
2 „Rubio” William Wharton – przeczytałam ją na pierwszym roku studiów i tak naprawdę od niej na nowo rozpoczęła się moja przerwana licealnym życiem przygoda z książkami. Spłakałam się przy niej jak bóbr i choć kilka lat później sięgnęłam po nią ponownie, już bez towarzyszącej euforii, sentyment pozostał na zawsze. Swoją drogą, dawno nie czytałam nic Whartona...

3 i 4 "Dwudziesta żona" i "Święto róż" Indu Sundaresan Nie wszystkim znane a naprawdę świetne powieści, pełne klimatu Indii z historią cesarstwa Mogołów w tle. Wydane nakładem wydawnictwa Świat Książki w latach 2003-2005. Jeżeli miło wspominacie „Matkę ryżu” czy „Tysiąc wspaniałych słońc”, to książki Sundaresan spodobają Wam się równie mocno.
5 „Sycylijczyk” M. Puzo - zapewne „czytadło” nie jest dobrym nań określeniem, ale uwielbiam tę książkę. Najlepsza w dorobku Puzo i moim skromnym zdaniem jeszcze lepsza od Ojca Chrzestnego. Długo nie mogłam jej kupić, egzemplarze na wymarciu osiągały niebotyczne sumy na allegro. Rok temu, jak tylko ukazało się wznowienie, kupiłam i podarowałam bliskiej osobie... Pisząc ten wywód doszłam do wniosku, że powinnam ją mieć i u siebie na półce... zaczynam przeglądać oferty księgarni i... jasna cholera znów jest niedostępna! I znów jej ceny na allegro poszybowały w górę (w przeciwieństwie do OLT) ehh...
6 „Poczwarka” Dorota Terakowska – nie mogłabym przeczytać tej książki teraz, nie kiedy sama spodziewam się córeczki... Wzruszająca, do bólu smutna, dająca do myślenia. Choć bez łez zapewne się nie obejdzie - warto przeczytać.
 7 „Listy pisane miłością” James Patterson - zaledwie 168 stronicowy wyciskacz łez. Staram się dbać o książki a ten egzemplarz jest jakiś taki zalany (żeby nie napisać...obsmarkany). Podrzuciłam „Listy” koleżance na najnudniejszym i najdłuższym w historii studiów wykładzie, wyobraźcie sobie, grobowa cisza, a tu z czwartej ławki zaczyna dobiegać ciche pochlipywanie... a z piątej moje chichranie - jedno i drugie ucięte  głośnym EKHM przy akompaniamencie uderzającego o blat biurka wskaźnika... ;)
8 "Szukanie Midnighta" Richard Zimler – Bardzo fajna, nie wszystkim znana a z pewnością warta przeczytania pozycja. O niewolnictwie, judaizmie i przyjaźni i choć może po latach wiele szczegółów się zatarło, powieść Was nie zawiedzie - daję słowo.  
9 Cykl w ogrodzie: "Błękitna dalia", "Czarna Róża" i "Szkarłatna lilia" Nora Roberts - Zabrana z sobą z bibliotecznej półki na chybił trafił - "Błękitna dalia" okazała się strzałem w dziesiątkę (szkoda, że szczęście tak w lotto nie dopisuje...) Zaszeregowana do kategorii romans, ja jednak określiłabym ją mianem powieści, jak bagno wciągającej powieści. Kolejne dwa tomy miłe panie bibliotekarki mej prośby wysłuchały, przetrzymywały i spod lady wypożyczały ;) Czego ta seria w sobie nie miała, szczypty kryminału, nuty horroru i dużo miłości. Naprawdę polecam i życzę sobie więcej takich powieści 
10 Miało obyć się bez nowości, ale nie darowałabym sobie... „Dworek pod Lipami” Anna J. Szepielak Może nie, arcydzieło ale z pewnością naprawdę dobre wakacyjne czytadło. Więcej na ten temat w jutrzejszej opinii.

Teraz ja powinnam kogoś wyznaczyć? Wybaczcie, odstąpię od tego. Coraz większą trudność sprawia mi siedzenie przed komputerem i na tę chwilę nie jestem w stanie rozeznać się w blogowym świecie by nominować osoby, które jeszcze nie brały w zabawie udziału.Mam nadzieję, że zbytnio nie zanudziłam, a jeśli kogoś zainteresowałam do sięgnięcia po którąś pozycję z topu na maksa - miło mi :)
I na koniec Babski TOP Na Maksa w innej odsłonie ;) 
Chwilowo poza moim gabarytowym zasięgiem ale, posłużę się cytatem "Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki"  ;)


niedziela, 5 sierpnia 2012

Michelle Moran - Heretycka królowa

autor: Michelle Moran
tytuł: Heretycka królowa
wydawnictwo: Sonia Draga
rok wydania: 2010
ilość stron: 328
źródło: Z półki
ocena5.5 / 6


Musiało upłynąć wiele książek z półki zanim sięgnęłam po kolejną, drugą już historyczną powieść Michelle Moran. Sama nie znajduję na to wytłumaczenia. Dlaczego podświadomie odkładam na później pewną przyjemność jaka płynie z czytania książek autorki?

Akcja powieści rozpoczyna się wraz z rokiem 1283 p.n.e. kiedy władzę Górnego Egiptu obejmuje siedemnastoletni faraon Ramzes II. Koronacji przygląda się jego przyjaciółka, trzynastoletnia księżniczka Nefertari, córka zmarłej królowej Mutnodżmet i siostrzenica heretyckiej królowej Nefertiti, która po tragicznej śmierci najbliższych wychowuje się na królewskim dworze. Wkrótce po koronacji rozpoczynają się przygotowania do kolejnej uroczystości, Ramzes II zamierza poślubić piękną lecz egoistyczną Iset. Nefertari dopiero wkracza w dojrzały wiek, doskonale jednak zdaje sobie sprawę ze swej pozycji - kiedy Iset zostanie Pierwszą Żoną faraona, usunie ją z pałacu i odeśle do haremu. Rozpoczyna się pełna intryg walka o serce faraona a przede wszystkim o upragnioną władzę - tytuł Pierwszej Żony Ramzesa II i Królowej Egiptu.
źródło

Nefertari – w języku egipskim oznacza Piękna, dla której wstaje Słońce. Napiętnowana przez lud  za praktyki swych heretyckich przodków musiała stawić czoła spiskom, niechęci i buntowi poddanych. Co ciekawe szacunek zyskuje nie dzięki urodzie ale wiedzy i odwadze. To właśnie ją Ramzes II darzył największą miłością. Potwierdzeniem uczuć zdają się być widniejące na ścianie grobowej komnaty, w której spoczęło ciało Nefertari te oto słowa:

„Moja miłość jest wyjątkowa i nikt jej nie przyćmi... Odchodząc skradła mi serce”

Kolejny raz dałam się ponieść do świata faraonów starożytnego Egiptu, świata pełnego intryg i konspiracji, w którym egoizm przeplata się z miłością a żądza władzy przyćmiewa trzeźwość myślenia i prowadzi do zguby. Michelle Moran ponownie nie zawodzi. Napisana lekkie piórem, ciekawie usnuta, opowieść czyta się sama. Należy jednak pamiętać, że choć tło stanowią autentyczne wydarzenia, wiele historycznych luk zostało wypełnionych fikcją. Oczywiście nie umniejsza to wagi powieści, przeciwnie, umiejętnie zastosowane zabiegi czynią ją jeszcze bardziej spójną a przez to interesującą. 

Szczerze polecam obydwie, naprawdę dobre powieści Michelle Moran - „Nefertiti” jak i „Heretycką królową” ale przeczytajcie je właśnie w takiej kolejności, bowiem „Heretycka królowa” zdradza wiele istotnych faktów, które miały miejsce w „Nefertiti”. Niedawno ukazała się trzecia powieść autorki – „Córka Kleopatry”, składanie obietnicy przeczytania uważam za zbędną :)


Dla zainteresowanych - na stronie wydawnictwa Sonia Draga można zamówić zarówno „Nefertiti” jak i „Heretycką królową” w cenie 15 zł/egzemplarz. Patrząc na ceny z okładek tylko wzmaga się we mnie postanowienie niekupowania książek po cenach regularnych...
„Córka Kleopatry” jest z 20% zniżką ale jak dobrze pamiętam dla blogerów wydawnictwo ma specjalną ofertę – 40% rabat. Muszę sobie to przekalkulować.
Osobiście poniższa okładka, która krąży gdzieś po sieci bardziej mi się podoba, poza tym stylistycznie pasuje do swych poprzedniczek. Ot, fanaberia :)

piątek, 3 sierpnia 2012

PM Nowak - ani żadnej rzeczy


autor: PM Nowak
tytuł: ani żadnej rzeczy
wydawnictwo: Czarna Owca

rok wydania: 2012
ilość stron: 350

źródło: Egzemplarz recenzencki
cena4.5 / 6

Jakież było moje zdziwienie kiedy pod „Czarną serią” – wydawać by się mogło zarezerwowaną wyłącznie dla skandynawskich kryminałów ujrzałam aż nazbyt polsko brzmiące nazwisko. Wnikliwość tylko wzmogła zainteresowanie, otóż w szeregi poczytnej i rozpoznawalnej serii wydawnictwa Czarna Owca wstąpił Polak - PM Nowak a akcja ze skandynawskiej scenerii przeniosła się na nasze rodzime podwórko, do Warszawy. Dlaczego wydawnictwo zdecydowało się odstąpić od reguły? Czyżby  debiut polskiego autora był tak dobry, że śmiało może konkurować z cieszącymi się uznaniem nazwiskami?

Jak mogą potoczyć się lody śledztwa prowadzonego przez dość niepospolity duet? Aż nazbyt przejęty i zaabsorbowany swoją rolą komisarz Zakrzeński oraz nieco ślamazarny, żeby nie napisać ociężały umysłowo prokurator Wilk prowadzą sprawę morderstwa Katarzyny Cebulskiej. Kobieta zginęła we własnym domu a pierwsze ślady wskazują na włamywaczy próbujących dostać się do sejfu. Zakrzeński jest jednak bardziej skrupulatny, rutynowo zaczyna prześwietlać bliskich ofiary. Wszyscy, zarówno dużo starszy mąż zmarłej, nastoletnia córka, która niegdyś groziła matce śmiercią, ex mąż – niegdyś recydywista teraz zagorzały dewota jak i tuzin innych przesłuchiwanych osób mają niepodważalne alibi.  Kto więc stoi za tym niemalże idealnym morderstwem?

Lektura „Ani żadnej rzeczy” przypominała mi aktualną temperaturę powietrza jaką ostatnimi czasy wskazują nasze termometry. Nie mam tu na myśli naprawdę gorącej atmosfery, chodzi mi raczej o efekty utrzymujące się na tym samym poziomie. Z kryminałem Nowaka było podobnie, od pierwszej do ostatniej strony toczył się tym samym rytmem, może nie przyprawił mnie o palpitację serca, nie przygryzałam też skuwki od długopisu ale czytałam go poniekąd z zainteresowaniem. Najbardziej do gustu przypadł mi wspomniany wcześniej paradoksalny duet przedstawicieli prawa. Komisarz, który drąży, krąży, dwoi się i troi oraz prokurator mający na pierwszy rzut oka nierówno pod sufitem – czy taka osobliwa para jest w stanie rozwikłać zagadkę morderstwa? O tym przeczytajcie już sami.

„Ani jednej rzeczy” czytało mi się naprawdę dobrze, nie mogę mu wiele zarzucić, jedyną uwagę skierowałabym w stronę zakończenia. Z jednej strony nie było złe ani też przewidywalne, z drugiej autor przez cały kryminał pracował na podkręconych obrotach, chyba przez to poniekąd liczyłam na bardziej spektakularne zwieńczenie historii. Nie mniej kryminał jest naprawdę dobry a biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z debiutem, w przyszłości spodziewam prawdziwego majstersztyku.

„Ani żadnej rzeczy” otwiera serię kryminałów o komisarzu Zakrzeńskim i prokuratorze Wilku. Sama wypatruję kontynuacji a kryminalnych pasjonatów zachęcam do lektury!

Egzemplarz otrzymałam od Wydawnictwa Czarna Owca za pośrednictwem portalu Zbrodnia w Bibliotece. Dziękuję! 
Recenzja zgłoszona została do konkursu dla syndykalistów