sobota, 30 czerwca 2012

Odchudzam... półkę


Witajcie,
Jako, że mój laptopik odmówił posłuszeństwa dostęp do wirtualnego świata mam ograniczony. Naprawdę dbałam o niego… Ostatnią rzeczą, którą zobaczył była mega promocja w Weltbild. Biedaczek musiał być w ciężkim szoku, chyba nie ogarnął tej oszałamiającej oferty…

Na fali okolicznościowego czasu wolnego zajęłam się uporządkowaniem swej mini biblioteczki. Z jednej strony mini, z drugiej książki już zaczynają zapełniać podłogę. O wygospodarowaniu wolnego miejsca na regał można tylko pomarzyć, może więc znajdę chętną osobę na przygarnięcie i przejęcie poniższego zestawu?


Nie zagłębiam się w treść, tytuły są widoczne na zdjęciach. W czasie trwania rozdawajki zamierzam przeczytać „Zwierciadło nieba”, z pewnością zdążę podzielić się opinią.
Jak wiecie, u mnie zawsze wystarczyło się uśmiechnąć, tym razem jednak chciałabym by pakiet otrzymała osoba, którą naprawdę interesują te pozycje. Wystarczy podać tytuł najlepszego kryminału/thrillera, który przeczytaliście. Jednozdaniowe uzasadnienie mile widziane :)

Tradycyjne losowanie przeprowadzę w czwartek powiedzmy o godzinie 13:00

Pozdrawiam, miłego weekendu! :)

środa, 27 czerwca 2012

Susan Stephens, Jane Porter, Maggie Cox - Tamtego lata


autor: Susan Stephens, Jane Porter, Maggie Cox
tytuł: Tamtego lata
wydawnictwo: Mira
rok wydania: 2012
ilość stron: 396
ocena:
3.5 / 6


„Tamtego lata” to zbiór trzech utrzymanych w podobnej tonacji opowiadań różnych autorek. Bohaterkami każdego z nich są zranione i zagubione kobiety, które na grecką wyspę przywiodła chęć zapomnienia i ucieczki od życiowych problemów. Mająca za sobą nieudane małżeństwo dziennikarka Charlotte oprócz prób odnalezienia spokoju ma również wykonać powierzone zlecenie. Jej zadaniem jest napisanie artykułu do magazynu dla kobiet, najlepiej z przystojnym Grekiem w roli głównej i wakacyjnym romansem w tle. Nie przypuszcza, że nowo poznany rybak Iannis, który zdaje się być idealnym wzorcem do materiału okaże się kimś znacznie więcej.
Kolejną kobietą obarczoną smutnym bagażem doświadczeń jest mieszkająca w Anglii Elizabeth, pielęgniarka i właścicielka agencji zajmującej się opieką chorych, która przybywa do Grecji by zająć się trudnym i zgryźliwym pacjentem. Młody grecki biznesmen Kristian uległ wypadkowi, w wyniku którego stracił wzrok i czucie w nogach a wraz z nimi chęć do życia. Odizolowany od świata odsyła z kwitkiem wszystkich ludzi próbujących mu pomóc. Elizabeth nie zamierza się nad nim użalać, przeciwnie już od pierwszego dnia za wszelką cenę próbuje nakłonić chorego do współpracy i podjęcia leczenia.
Trzecią z bohaterek jest Ianthe, która dowiedziawszy się, że została adoptowana, zaszywa się na małej greckiej wyspie, próbując nadać życiu nowy sens pragnie uciec od codzienności. Na życiowym zakręcie znalazł się również Lysander, fotograf, który w wyniku tragicznego wypadku stracił żonę i nienarodzone dziecko. Czy dwoje rozbitków mimo kolejnych przeciwności losu ma szansę stworzyć szczęśliwy związek?
„Dobrze się zastanów, czego szukasz, bo może się okazać, że to odnajdziesz”
Letnie, ociekające słońcem historie z greckim romansem w tle. Choć lekkość zdawała się być wpisana w ich karty, niestety bywały momenty kiedy czytanie szło jak po grudzie. „Tamtego lata” przywodzą mi na myśl lekki, owocowy z wyglądu pyszny i obiecujący błogą rozkosz tort. Niestety roztargniony cukiernik dosypał do niego za dużo cukru, przedobrzył, przesłodził i popsuł cały smak. Choć całość czytało mi się względnie dobrze, miejscami irytacja brała górę. Nie umyka uwadze schematyczność opowiadań. Ona - zraniona i zagubiona, on – przystojny niczym młody grecki bóg, bogaty choć próbujący to zataić i...nad wyraz chętny. I wszystko byłoby do przyjęcia gdyby nie wieczne rozterki głównych bohaterów. Na jednej stronie pożądanie, na drugiej zniechęcenie, na trzeciej odtrącenie i na kolejnej miłość aż po grób. Ta ciągła sinusoida wahań zamiast odprężyć – rozdrażniała.

Nie będę nikogo mamić, że pomiędzy kartami opowiadań doszukałam się morału i złotych myśli. To typowy romans i takim trzeba go przyjąć. Na pewno warto go przeczytać by poczuć upalny klimat wyłaniającej się z kart opowiadań malowniczej, wyspiarskiej Grecji a jeżeli nie macie w zwyczaju zbyt mocnego analizowania treści zapewne Wasz odbiór będzie przyjemniejszy. Ja swój egzemplarz wręczę osobie, która lubuje się w tego typu historiach. Wiem, że „Dni lata” przypadną jej do gustu. 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Co u mnie nowego?


Za mną weekend, jeden z tych intensywnych, po których ciężko wskoczyć w tryb tygodniowy.
Pomiędzy nadrabianiem wszelakiej maści zaległości a stawianiem czoła nowym wyzwaniom (w tym wyciąganiu kota z błota) przysiadłam na chwilę z kubkiem porannej (o 16stej ?! ) kawy w ręce i pochwalę się, co u mnie nowego na półkach piszczy ;)


STOSowna mieszanka zakupów własnych, pożyczek, egzemplarzy recenzenckich i zacnej wygranej.

Od góry
"Dziękuję za wspomnienia" Tak, z Weltbild za 10 zł :) (Przypominam, że dziś mamy poniedziałek i lada moment powinna ukazać się najnowsza oferta promocyjna)
"Język niemowląt" i "Język dwulatka" doskonale znane wszystkim mamom. Upolowane za niewielkie pieniądze na allegro.
"Za zasłoną strachu" i "Kobieta na krańcu świata 2" to pożyczki
 I bardzo cieszące. "Ta kobieta. Wallis Simpson" od Znaku literanova, "Tamtego lata" od Miry i "Czwarty napastnik" od portalu Zbrodnia w bibliotece. Chyba pierwszy raz otrzymałam tyle egzemplarzy z zewnątrz w tak krótkim odstępie czasu. Teraz już rozumiem Waszą euforię :)
"Siódmy milion" Majowa baaaardzo ciesząca wygrana na blogu Klaudyny :) Zły chochlik wrzucił wiadomość o wygranej do spamu ale Klaudyna była tak miła, że odnalazła mnie na fejsbuku i tam, już bez problemu podałam namiary na siebie. Bardzo ale to bardzo jej za to dziękuję :)

Nowym zdobyczom zaczyna brakować miejsca na półkach, a jako, że w naturze musi zachodzić równowaga, a dzielenie się jest fajne po szczegóły zapraszam jeszcze w tym tygodniu :)


czwartek, 21 czerwca 2012

Kjell Ola Dahl - Czwarty napastnik


autor: Kjell Ola Dahl
tytuł: Czwarty napastnik
wydawnictwo: Czarne
rok wydania: 2012
ilość stron: 336
ocena: 4.5 / 6


Pobawmy się w skojarzenia. Kryminał? Skandynawia! To moja pierwsza myśl ale chyba nic w tym dziwnego bo właśnie kryminały z regionu północnej Europy wiodą prym na rynku wydawniczym skutecznie wypierając wcale nie gorsze amerykańskie czy angielskie pozycje. Do długiej listy poczytnych autorów dopiszę jeszcze jedno nazwisko – Kjell Ola Dahl, które może dotąd mało znane w moim odczuciu ma w przyszłości szansę konkurować z najlepszymi.

W jednym ze sklepów w Oslo podczas policyjnej obławy na linię ognia wchodzi niczego nieświadoma klientka. Tylko szybka reakcja policjanta Franka Frølicha ratuje kobietę od przypadkowej śmierci. Pomiędzy mężczyzną a ocaloną, Elisabeth Faremo nawiązuje się burzliwy, pozbawiony zahamowań ale też pełen niejasności i tajemnicy romans. Frølich kilka razy próbował zakończyć ten toksyczny związek jednak zawsze żądza i pożądanie brały górę nad rozumem. Nie odpuścił nawet wtedy, gdy okazało się, że Elisabeth jest siostrą Jonn`ego Faremo, przestępcy, który razem z dwoma rabusiami staje się głównym podejrzanym w sprawie kradzieży sprzętu elektronicznego i morderstwa strażnika. Anonimowy świadek wyraźnie wskazał tę trójkę ale Elisabeth na noc włamania daje bratu i jego towarzyszom alibi. Frank Frølich ze względu na zażyłość z siostrą kryminalisty zostaje odsunięty od śledztwa i zmuszony do przejścia na przymusowy urlop a cała sprawa zamiast się wyjaśniać staje się bardziej mętna i zawiła. Kiedy Elisabeth Faremo zapada się pod ziemię Frølich rozpoczyna własne śledztwo. Trop wiedzie krętą drogą poprzez nocne kluby, pralnię brudnych pieniędzy i kolejne morderstwa niosąc zamiast rozwiązania kolejne niejasności. Przed kim Elisabeth Faremo musi się ukrywać? Co z całą sprawą ma skradziony kilka lat wcześniej słynny obraz Belliniego „Madonna z Dzieciątkiem”? Kto jeszcze musi zginąć nim prawda wyjdzie na jaw?

To już drugi kryminał Wydawnictwa Czarne, które miałam okazję przeczytać. Nie ukrywam, „Nocna zamieć” J. Theorina była naprawdę świetną, mocną rzeczą i ciężko będzie ją przebić ale „Czwarty napastnik” choć nie tak doskonały, nie sprawił zawodu. Mimo, że akcja nie biegła z prędkością światła, i nie czułam często towarzyszącego kryminałom napięcia, czytałam go sprawnie, z zainteresowaniem. Jedyny zarzut kieruję w stronę głównego bohatera - Franka Frølicha, którego autor niepotrzebnie wykreował na człowieka nieomylnego. Zbyt łatwo wszystkie klocki układanki układały mu się w jedną całość a szczerze wolałabym by Kjell Ola Dahl, wpuścił mnie i całą armię śledczych w maliny. Choć perfekcyjność policjanta mnie nie usatysfakcjonowała a i samo zakończenie do zbytnio przekonywujących nie należało sam kryminał odebrałam naprawdę dobrze.
Nie będę się znęcać nad szatą graficzną ale naprawdę nie podobają mi się okładki kryminałów sygnowane przez Czarne. Tak wiem, „nie oceniaj książki po okładce” ale gdybym nie sugerowała się opinią czytelników i nie znała jakości tych kryminałów nie sięgnęłabym po ich produkt.

Mając świadomość, że od kryminałów zawsze wymagam więcej, mogę z czystym sumieniem polecić Wam „Czwartego napastnika”. Skoro ja się nie zawiodłam, pokładam nadzieję, że i Wy będziecie usatysfakcjonowani.

„Czwarty napastnik” jest… no właśnie -  5 tomem w cyklu „Gunnarstranda i Frølich” a do tej pory na polskim (i angielskim) rynku wydawniczym ukazały się jedynie tomy 2, 3 i właśnie 5. Mam nadzieję, że Wydawnictwo sukcesywnie wyda pozostałe tytuły. 

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od serwisu Zbrodnia w Bibliotece Dziękuję!

wtorek, 19 czerwca 2012

Rani Manicka - Japońska parasolka


autor: Rani Manicka
tytuł: Japońska parasolka
wydawnictwo: Albatros
rok wydania: 2010
ilość stron: 464
ocena: - 5 / 6


Minęło kilka lat od przeczytania pierwszej książki Rani Manickiej „Matka ryżu” a ja wciąż pozostaję pod jej urokiem. Takich powieści się nie zapomina. Na fali oczarowania nabyłam dwie pozostałe pozycje autorki jednak długo wzbraniałam się przed lekturą. Powód? Nie ukrywam, trochę obawiałam się konfrontacji i zgubnych porównań, tymczasem lektura „Japońskiej parasolki” przyniosła pozytywne choć nie tak emocjonujące wrażenia.

Parwati urodziła się na Cejlonie w prostej ubogiej, rodzinie. Odznaczała się ciemną karnacją, co w hinduskiej kulturze jest niemal równoznaczne z niższym statusem społecznym. Była jednak na swój sposób piękna i to właśnie uroda stała się jej kartą przetargową. Gdy dziewczyna miała szesnaście lat ojciec oddał ją za żonę malajskiemu bogaczowi Kasu Marimuthu. Niestety, podczas ceremonii zaślubin wyszedł na jaw okrutny podstęp. Ojciec chcąc bogato wydać córkę za mąż, przyszłemu zięciowi, który nie widział swej wybranki zamiast zdjęcia Parwati przesłał fotografię innej kobiety o nieskazitelnej urodzie i jasnej cerze. Upokorzony Kasu Marimuthu postanowił odesłać niechcianą pannę młodą z powrotem do ojca, niszcząc jej tym samym życie, wszak poślubiona i odtrącona małżonka nie mogła się już z nikim związać.
Mijały jednak dni i Kasu w przypływie wielkoduszności pozwolił Parwati spędzić trochę czasu w swej posiadłości. Przez cały czas przyglądał się żonie z niechęcią, raził go u niej brak urody, stylu i obycia. Z czasem jednak przyzwyczaił się do tej niepiśmiennej, prostej dziewczyny, zaczął szanować i traktować jak prawowitą żonę. Parwati odżyła. Wierząc, że los nareszcie wynagrodził jej trudy przeszłości wniknęła w to lepsze, dostatnie życie. Nie przypuszczała, że prawdziwe zmiany dopiero nadejdą, i że życie powiedzie ją krętą, naznaczoną cierpieniem, strachem ale i prawdziwą miłością drogą.

Lubię te utkane ze słów azjatyckie historie Rani Manickiej. Tym razem autorka powiodła mnie do Malezji z początków XX wieku, kraju, który lada moment miał pogrążyć się w wojennej otchłani. Przewracając kolejne strony mimowolnie stałam się świadkiem wtargnięcia wojsk japońskich, konsekwencji, które z sobą niosły jak i zmian jakie na przełomie lat zachodziły w Parwati, która z cichej, potulnej dziewczyny stała się dojrzałą i pewną siebie kobietą.
„Japońską parasolkę” polecam może nie tak żarliwie jak „Matkę ryżu” ale równie szczerze. Powieść czyta się płynnie, z zainteresowaniem. Warto po nią sięgnąć choćby dla azjatyckiego klimatu, malezyjskiej kultury i wiary, że niezależnie od statusu i etnicznego pochodzenia los nigdy nie jest przesądzony.


Mój niesłabnący zachwyt nad „Matką ryżu” - Klik

czwartek, 14 czerwca 2012

Juraj Červenák - Władca wilków


autor: Juraj Červenák
tytuł: Władca wilków
wydawnictwo: Erica
rok wydania: 2012
ilość stron: 376
ocena: 5.5 / 6


Nie, nie jestem uprzedzona nie pałam też niechęcią lecz z fantastyką nigdy nie jest mi po drodze. Wiadomo jednak od reguły są wyjątki i czasem zdarzy mi się sięgnąć po pozycję z tego gatunku. Do tej pory było dobrze, tym razem jest jeszcze lepiej.

„Władca wilków” to otwierający serię Czarnoksiężnik tom poświęcony osławionemu i walecznemu Roganowi. Był on niegdyś najemnikiem Karola Wielkiego i pogromcą Awarów. Niestety los okrutnie go doświadczył, odebrał mu wszystko to, co miał najcenniejszego. Teraz Rogan pełen nienawiści pragnąc pomścić swych najbliższych na własną rękę wymierza sprawiedliwość. Nieustraszony i ogarnięty żądzą zemsty nie waha się stawić czoła Krwawym Psom, ich mrocznemu bogu i władcy zaświatów – Kelgarowi a nawet samej bogini śmierci Morenie. By dopełnić zemsty Rogan musi dotrzeć do Kirtu – świątyni, w której słowiańscy barbarzyńcy czczą swego diabelskiego bożka. W wędrówce towarzyszy mu napotkany wojownik Wielimir i wiedźma Mirena zwana Osą, która chce dobrać się do awarskiego skarbu. Naznaczona śmiercią, walką i krwią droga powiedzie ich do celu, z którego nie ma już odwrotu.

Nie jestem znawczynią gatunku, nie mam wielkiego porównania do innych powieści z tej półki ale jeśli cała literatura fantasy utrzymana jest w podobnym tonie, chyba zmienię obiekt zainteresowania. Lektura „Władcy wilków” sprawiła mi niekłamaną przyjemność. Autor, słowacki pisarz Juraj Červenák wykreował świat pełen magii, czarów, słowiańskich mitów i legend, gdzie świat realny przeplata się ze światem fantastycznym a prawdziwe wydarzenia historyczne stanowiące tło powieści dodają jej kolorytu i wiarygodności.
Czy byłabym tak samo oczarowana, gdyby w treści pojawiły się ziejące ogniem smoki, krwiopijcze wampiry czy gadające drzewa? Mogłoby nie być tak kolorowo. Na szczęście Juraj Červenák oparł swój wyimaginowany świat na mieszance słowiańskiej mitologii, pogańskich bóstw i dzielnych wojowników. Wszak uczył się od najlepszych, „Władca wilków” powstał pod wpływem podziwu autora dla twórczości Andrzeja Sapkowskiego.

Nie trzeba lubować się w fantasy by docenić kunszt autora i jego powieści. Owszem, pewnie znawcy gatunku doszukają się w niej i słabych stron. Ja w każdym razie jestem usatysfakcjonowana teraz tylko pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość i wypatrywać kolejnego tomu.  

Nie wiem czy można porównywać na tej płaszczyźnie ale jeśli podobała się Wam „Trylogia Arturiańska” wierzę, że „Władca wilków” również przypadnie Wam do gustu.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Widzieliście już?...


...najnowszą promocję Weltbild? :)
Wyprzedzając sugestie - nie jest to żaden marketing szeptany. Ale nie będę też ukrywać, to moje jedyne miejsce w sieci, w którym zaopatruję się w książki. Chyba trochę uzależniłam się od ich strony, zaglądam tam regularnie w nadziei wypatrzenia promocji na pożądane pozycje.  
Oczywiście i z tej oferty skorzystałam, okazja iście kusząca. Głoszę więc dobrą nowinę, może ktoś jeszcze się ucieszy:) 

Szczęśliwa 13 
Co tydzień - przez całe lato
13 tytułów w superniskich cenach


W ubiegłym tygodniu nie wypatrzyłam nic dla siebie ale w tym... C. Ahern  "Dziękuję za wspomnienia" za... 10 zł!? Żal nie wziąć
I jak na złość to nie jedyna pozycja, którą miałam ochotę wrzucić do koszyka. Ach ten ograniczony budżet... Pociesza mnie jednak myśl, że oferta trwa dobrych kilkanaście tygodni, liczę na kolejne perełki w tak niskich cenach.

Pełna oferta na ten tydzień ==>  Weltbild

Byle do następnego poniedziałku... ;)

piątek, 8 czerwca 2012

Fawzia Koofi - Listy do moich córek. Między terrorem a nadzieją


autor: Fawzia Koofi
tytuł: Listy do moich córek. Między terrorem a nadzieją
wydawnictwo: Carta Blanca
rok wydania: 2011
ilość stron: 348
ocena: 5 / 6


Są kraje, w których matki po porodzie nie cieszą się z nowo narodzonego maleństwa. Na jego widok odwracają wzrok, odmawiają nakarmienia i matczynej czułości. Powód? Niemowlę okazuje się być płci żeńskiej, to tylko dziewczynka, dziecko drugiej kategorii. Czy jest szansa, że w Afganistanie, kraju, w którym wciąż jeszcze lepiej urodzić się chłopcem równouprawnienie kobiet przestanie być fikcją a one same osiągną społeczną sprawiedliwość?

 Fawzia Koofi urodziła się jako dziewiętnaste dziecko Abdula Rahmana, posła w afgańskim parlamencie reprezentującego ludność prowincji Badachszan. Jej matką była jedna z siedmiu żon ojca - Bibi Jan, która początkowo nie mogąc pogodzić się z faktem, że wydała na świat kolejną dziewczynkę, nie chciała nawet na nią spojrzeć. Z czasem jednak uprzedzenie ustąpiło wielkiej matczynej miłości i to właśnie Fawzia stała się jej ukochanym dzieckiem. Początkowo rodzina wiodła dostatnie, szczęśliwe życie jednak tragiczne losy Afganistanu obróciły radość w kruchy pył.
Afganistan przez lata doświadczał krwawych rządów, najpierw ze strony Sowietów później barbarzyńskich oddziałów mudżahedinów, a kiedy wydawało się, że najgorsze minęło w potęgę urosła nowa siła – talibowie, początkowo okrzyknięci aniołami ocalenia okazali się ucieleśnieniem najgorszego koszmaru afgańskich kobiet.
Fawzia Koofi w swych wspomnieniach odkrywa okrutną prawdę przemian jakie zachodziły w społeczeństwie muzułmańskich kobiet pod rządami mudżahedinów i talibów. Z tryskającej energią, pełnej życia dziewczyny, która studiowała medycynę i spędzała czas wolny w gronie znajomych stała się zalęknionym, okrytym burką, pozbawionym praw przedmiotem. Życie w pogrążonym w chaosie kraju usłane było cierpieniem i tragediami. Śmierć najbliższych, utrata dobytku, ucieczka i wieczna tułaczka, niepokój, niepewność i strach były okrutnym na każdym kroku towarzyszyły tej młodej dziewczynie.

Fawzia widziała i wycierpiała za wiele, kiedy więc wykończony i rozdarty krwawymi rządami Afganistan zaczął ponosić się z upadku nie wahała się ani chwili. Uzyskała poparcie, dostała się do parlamentu i dziś jako ceniona, waleczna polityk przemawia głosem niemych afgańskich kobiet. „Listy do moich córek” stanowią spuściznę autorki na wypadek jej śmierci. Życie Koofi jest w ciągłym niebezpieczeństwie, talibowie już kilka razy próbowali ją zgładzić i zapewne nie spoczną, dopóki nie ujrzą jej martwej. Kobieta nie zamierza się poddać, przeciwnie, jak sama zapewnia, „bez wahania poświęciłabym życie, gdyby miało to przynieść pokój Afganistanowi, a jego dzieciom lepszą przyszłość”.

Interesująca, rzeczowa i konkretna pozycja z literatury faktu z krwawą historią Afganistanu w tle. Sprawnie napisana bez zbędnych ubarwień stanowi świadectwo zmian i postępu, gdzie kobiety po latach uciśnienia wychodzą z cienia mężczyzn i głośno mówią o swych potrzebach.
I jako ciekawostka, Fawzia Koofi zamierza w 2014 roku startować w wyborach prezydenckich i zostać pierwszą w historii Afganistanu kobietą prezydentem.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od serwisu nakanapie.pl. Dziękuję!